Przestań się bać paragonów grozy. Najgorsze dopiero nadchodzi. W sklepach rozpoczyna się rewolucja

Słynne paragony grozy nabrały nowego wymiaru, gdy szwedzka firma Asket zdecydowała się pokazać klientom, że stracone pieniądze nie są największym problemem zakupów. Od tej pory wydruki z kasy fiskalnej będą informowały przede wszystkim o ekologicznych kosztach rzeczy, które trafiły do naszych toreb.

Nie jest tajemnicą, że to właśnie sektor mody w dużej mierze odpowiada za zanieczyszczenie planty. W ostatnich latach topowe marki podejmowały szereg wyzwań związanych ze zmniejszeniem negatywnego wpływu na środowisko, jednak - jak się później okazało - większość z nich podtruwało swoich klientów zwykłym greenwashingiem. Firma Asket jednak chce się odciąć od tego typu oszustw grubą kreską. Od teraz, oprócz zwykłego paragonu z ceną, do toreb z zakupami będą wrzucane także tzw. paragon wpływu.

Zobacz wideo Prof. Malinowski: Za mało mówimy działaniach, które rzeczywiście mogłyby zmienić kierunek rozwoju

Więcej podobnych artykułów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Paragony grozy to przy tym pikuś. Firma Asket może zrewolucjonizować rynek modowy

To bardzo prawdopodobne, że na naszych oczach właśnie rodzi się historia - przynajmniej jeśli chodzi o kwestię sektora modowego. Marka Asket od dziś będzie dołączać do klasycznych paragonów drugi, zawierający informację na temat tego, ile wody i energii pochłonęła produkcja rzeczy, która trafiła do naszego koszyka. Dowiemy się z niego także, jaki ślad węglowy pozostawiły po sobie nasze zakupy. Według ekspertów niecodzienny krok podjęty przez firmę może być początkiem końca tzw. "fast fashion", ale stanie się tak tylko pod warunkiem, że inni producenci pójdą za jej śladem. Bezsprzecznie jednak klienci będą mieli szansę na odrobinę refleksji względem nadmiernego konsumpcjonizmu oraz indywidualnej walki o dobro naszej planety. Bo czy ktokolwiek z was wie, jaki jest ekologiczny koszt wyprodukowania tylko jednego T-shirtu?

To planeta płaci najwięcej za nasze ubrania. Tyle wynosi ekologiczny koszt wyprodukowania T-shirtu

Według szacunków przygotowanych przez analityków marki Asket za wyprodukowanie tylko jednego, najzwyklejszego T-shirtu zapłacimy czymś znacznie cenniejszym od pieniędzy. Stworzenie tego elementu garderoby pochłania dokładnie 27 metrów sześciennych wody, czyli dokładnie tyle, ile potrzebuje człowiek przez 30 lat. Przerażające? To również 33 kWh, czyli tyle energii, ile zużyłaby żarówka led przez 151 dni, a przy okazji także emisja 5,8 kg CO2. A to tylko jeden T-shirt. Biorąc pod uwagę, jak wiele z nich znajduje się nawet w jednym sklepie stacjonarnym jakiejkolwiek marki, mamy gotową katastrofę, która - chcąc nie chcąc - właśnie pochłania świat na naszych oczach.

Więcej o:
Copyright © Agora SA