Jeszcze kilkanaście lat temu 200 tysięcy kilometrów na liczniku oznaczało dla auta zbliżający się koniec. Dziś to często dopiero półmetek. Współczesne samochody potrafią jeździć długo, ale utrzymanie ich nie jest tanie. Różne przebiegi oznaczają różne problemy, z którymi musi liczyć się właściciel. Sprzedający mówią o nich niechętnie albo wcale.
Samochód z przebiegiem do 100 tysięcy kilometrów zwykle sprawia wrażenie niemal nowego. Większość podzespołów nadal pracuje na fabrycznych częściach, a zawieszenie rzadko wymaga poważniejszych ingerencji. Jeśli już pojawiają się oznaki zużycia, dotyczą raczej drobiazgów takich jak tuleje, łączniki stabilizatora czy sworznie przednich wahaczy. Ten etap eksploatacji ma jednak także drugą stronę. Okolice wspomnianych 100 tysięcy kilometrów to moment, w którym często wychodzą na jaw pierwsze większe zaniedbania serwisowe. Wielu właścicieli odkłada droższe przeglądy, licząc, że "auto jeszcze pojeździ". W efekcie nowy nabywca musi przygotować się na solidny pakiet startowy: serwis klimatyzacji, wymianę wszystkich płynów i pasków, a nierzadko również rozrządu. Do tego dochodzi czyszczenie nagaru w silnikach z bezpośrednim wtryskiem oraz pierwsze sygnały problemów z zaworem EGR czy przepustnicą.
Zobacz też: Skarbówka rusza z licytację samochodów. Ceny zaczynają się od 1000 zł. Ofert jest wiele
Przedział 100-200 tysięcy kilometrów uchodzi za najbardziej rozsądny moment na nabycie auta. Samochód ma już za sobą największy spadek wartości, a jednocześnie wciąż trzyma dobrą formę. Trzeba jednak pamiętać, że właśnie wtedy zużycie zaczyna wyraźnie przyspieszać. Fabryczne części są stopniowo zastępowane zamiennikami, a lista drobnych napraw powoli się wydłuża. Po zakupie zwykle trzeba liczyć się z wydatkami rzędu 1-3 tysiące złotych. Nie są to awarie, lecz rozszerzony pakiet eksploatacyjny: hamulce, elementy zawieszenia, regulacje i serwisy, które poprzedni właściciel często odkładał na później. Mimo to do około 200 tysięcy kilometrów trudno mówić o aucie zużytym. To raczej samochód wymagający regularnej, ale przewidywalnej opieki.
Po przekroczeniu 200 tysięcy kilometrów zaczynają ujawniać się pierwsze poważne usterki kluczowych mechanizmów. Zużywają się amortyzatory, sprężyny, sprzęgło, łożyska kół, przeguby i większe elementy zawieszenia. Coraz częściej zawodzą też podzespoły elektryczne. W dieslach niemal standardem stają się problemy z DPF-em, turbosprężarką, kołem dwumasowym i EGR-em. Do tego dochodzą wtryskiwacze, pompy paliwa i elementy układu dolotowego. Każda z tych napraw oznacza rachunek liczony w tysiącach złotych. Nie bez powodu właśnie w tym momencie, auto gwałtownie traci na wartości.
Źródło: Interia Biznes, Autokult
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.