Nawet jedna śliwa w ogrodzie to prawdziwy skarb, ale tylko wtedy, gdy owoce są zdrowe i pełne smaku. Problem zaczyna się, gdy w środku zamiast miąższu trafiamy na niepożądanych lokatorów. Na szczęście istnieje tani i skuteczny sposób, który pozwala ograniczyć szkody niemal do zera. Wystarczy dobrze wyczuć moment i zastosować prostą opaskę na pniu.
Za problem odpowiada owocówka śliwkóweczka. To niewielki motyl, który potrafi zniszczyć znaczną część plonów. Samice składają jaja już w maju na młodych zawiązkach owoców. Druga fala "ataku" ma miejsce latem, gdy śliwki zaczynają dojrzewać. Wylęgające się larwy błyskawicznie wgryzają się do środka, przez co owoce gniją i opadają, zanim zdążą dojrzeć. Co istotne, część z nich zimuje w korze drzewa i w ściółce pod nim, dlatego problem często wraca w kolejnym sezonie. Bez odpowiedniej reakcji trudno liczyć na zdrowe zbiory.
Najprostszy sposób walki z tym szkodnikiem to opaska z tektury falistej. Działa jak pułapka: imituje naturalne szczeliny kory, w których larwy szukają schronienia. Wystarczy owinąć pień drzewa na wysokości około 30–50 cm (najlepiej dwukrotnie!) i zabezpieczyć sznurkiem lub opaską zaciskową. Wcześniej warto delikatnie oczyścić korę z jej spękanych fragmentów, by ograniczyć liczbę ukrytych larw. Owady zatrzymują się w tekturze, gdzie się przepoczwarzają lub zimują a to pozwala je łatwo usunąć. To metoda tania, ekologiczna i zaskakująco skuteczna.
Aby metoda zadziałała, trzeba trafić w odpowiedni moment. Pierwszą opaskę zakłada się w połowie maja, kiedy larwy pierwszego pokolenia zaczynają schodzić z drzewa. Drugą - w sierpniu, by przechwycić kolejną falę. Równie ważne jest ich zdejmowanie: majową opaskę usuwa się pod koniec sierpnia, a tę założoną latem najlepiej zdjąć zimą lub bardzo wczesną wiosną. Regularność ma tu ogromne znaczenie - tylko wtedy można realnie ograniczyć populację szkodnika i w kolejnym sezonie cieszyć się zdrowymi, dorodnymi śliwkami.
Zobacz też: Poprawia glebę, a czereśnie rosną większe i słodsze. Wystarczy jedna szklanka pod drzewo