Miał 14 lat, gdy usiadł na krześle elektrycznym. Tragedia George'a Stinneya była inspiracją dla "Zielonej mili"

Z pewnością większości osób nie jest obcy słynny wyciskacz łez "Zielona mila". Inspiracją dla Stephena Kinga była sprawa najmłodszego skazanego na karę śmierci. Wyrok w sprawie morderstwa dwóch dziewczynek zapadł w 10 minut, a George Stinney miał wtedy zaledwie 14 lat. Rodzina chłopca nie straciła wiary w jego niewinność. Prawda wyszła na jaw po 70 latach.

Głównym bohaterem powieści Stephena Kinga "Zielona mila" był czarnoskóry John Coffey, który został niesłusznie oskarżony o zabójstwo dwóch dziewczynek. Mężczyzna posiadał dar uzdrawiania, jednak nie udało mu się przywrócić ofiarom życia. Choć tak naprawdę chciał je uratować, uznano go za mordercę i skazano na karę śmierci poprzez krzesło elektryczne. Fabuła książki nie jest jednak przypadkowa, ponieważ nawiązuje do historii 14-letniego George'a Stinneya Jr

Zobacz wideo Rozmowa Justyny Mazur z Heleną Kowalik. Cykl kryminalny Gazeta.pl - Oskarżam. Część trzecia

Morderstwo dziewczynek w Alcolu. Policja nie chciała myśleć inaczej, winny miał być George Stinney

22 marca 1944 roku w Alcolu w Karolinie Południowej zaginęły dwie białoskóre dziewczynki, 8-letnia Mary Emma Thames oraz jej 11-letnia kuzynka June Binnecker. Mimo upływu lat to miejsce wciąż głęboko tkwiło korzeniami w czasach niewolnictwa. Miasto było podzielone na dwie części, czego dziś symbolem są stare tory kolejowe - w jednej z nich żyły osoby o białym kolorze skóry, natomiast drugą zamieszkiwali czarnoskórzy. Zaginione miały wybrać się na przejażdżkę rowerową i przy okazji spotkać 14-letniego George'a i jego młodszą siostrę Aime, którzy prowadzili krowę na pobliskie pastwisko. Jak zeznała później Aime, dziewczynki zapytały, gdzie zerwą kwiaty na bukiet, i chwilę później odjechały. Poszukiwania zaginionych nie trwały długo, ponieważ nazajutrz 15-letni syn pastora Francis Batson znalazł ich ciała w pobliżu torów. Zostały zamordowane, a starsza z dziewczyn zgwałcona. Ich czaszki były roztrzaskane. Zeznania dzieci zamieszkujących "strefę dla białych" sprawiły, że podejrzenia natychmiast skierowano w stronę George'a Stinneya. Choć jego siostra dała mu alibi, bez wątpienia znacznie bardziej liczyły się słowa "lepszej części miasta". Policja nie miała zamiaru czekać. Pojechała do domu 14-latka, zakuła go w kajdanki i wyprowadziła

 

Najmłodszy skazany na karę śmierci. Miał 14 lat i numer 260

Chłopak został przewieziony na posterunek w klatce, z nogami spiętymi łańcuchem, gdzie został przesłuchany - oczywiście bez towarzystwa rodziców oraz adwokata. Segregacja rasowa była tak mocna, że 14-latek nie miał prawa zobaczyć się z bliskimi, aż do momentu zakończenia procesu. Dopiero po upływie miesiąca od chwili aresztowania Georg otrzymał obrońcę z urzędu, dla którego ważniejsze było przeprowadzenie testów psychiatrycznych na skazanym, niż sama jego obrona. Policjanci zgodnie twierdzili, że oskarżony przyznał się do winy, jednak nie byli w posiadaniu żadnych dowodów, które mogłyby poprzeć tę teorię. Z czasem 14-latek wyznał, że w areszcie był głodzony, a następnie przekupywany jedzeniem. Nie dało się ukryć, że jeszcze przed rozprawą sądową, los Georga był przesądzony. Na sali poza oskarżonym nie było nikogo, kto miałby ten sam kolor skóry - nie wpuszczono tam nawet jego najbliższych. Rozprawa trwała zaledwie kilka godzin, a narada ławy przysięgłych, składającej się z dwunastu białych mężczyzn, tylko 10 minut. Zapadł wyrok - kara śmierci bez możliwości odwołania się od decyzji

 

George Stinney skazany na krzesło elektryczne. Sprawiedliwość zatriumfowała dopiero po 70 latach

Wyrok wykonano 16 lipca 1994 roku, a więc 83 dni po tym, jak George został aresztowany. Jego ostatnim życzeniem był czekoladowy batonik, a chwilę później znajdował się już w pomieszczeniu do egzekucji. Ustawione tam krzesło elektryczne przeznaczone było dla osób dorosłych, a 14-latek miał niespełna 160 cm wzrostu i ważył zaledwie 40 kg. Aby mógł zostać do niego podpięty, musiał usiąść na Biblii, którą cały ten czas trzymał w ręku. Nie chciał wypowiedzieć ostatnich słów, jednak w oczach miał wypisany strach. Gdy jego ciało zaczęło drgać, zbyt duża maska spadła mu z twarzy i ukazała cierpienie oraz morze łez. Świadkami tego zdarzenia również byli sami biali ludzie, w tym ojcowie zamordowanych dziewczynek. 

Ciało George'a spoczęło w nieoznaczonym grobie, którego lokalizację zna wyłącznie rodzina chłopca. Mimo upływu lat, jego bliscy nie wierzyli w to, że mógł dokonać tak makabrycznej zbrodni. Aimie nigdy nie przestała walczyć o dobre imię brata i w 2013 roku nadszedł długo wyczekiwany przełom. Sprawa znów stała się głośna, a światło dzienne ujrzały dowody, które potwierdzały niewinność Stinneya. Dopatrzono się również rażących nieprawidłowości w śledztwie. 17 grudnia 2014 r. sędzia sądu okręgowego Carmen Mullen orzekła, że nie miał sprawiedliwego procesu i naruszono jego prawa do obrony. Ostatecznie, 70 lat po egzekucji George'a Stinneya, uchylono wyrok skazujący w jego sprawie

Więcej o:
Copyright © Agora SA