Zachorował na polio. Oddychało za niego żelazne płuco. Nie wiedział jednak, że spędzi z nim 72 lata

11 marca 2024 roku zmarł Paul Alexander. Choć od dziecka chorował na polio, a swoje życie spędził wewnątrz metalowej konstrukcji, był dla wielu ogromną inspiracją. Każdego dnia pokazywał światu, czym jest wola walki i ambicja. W tak zwanym żelaznym płucu spędził ponad 70 lat, a w tym czasie skończył studia, napisał książkę i nigdy się nie poddał.

Amerykanin Paul Alexander zmarł w poniedziałek, 11 marca 2024 roku, w wieku 78 lat. Większość swojego życia spędził w maszynie zwanej żelaznym płucem, która wykorzystywana jest głównie w przypadku osób sparaliżowanych wskutek choroby Heinego-Medina, czyli polio. Właśnie z tego powodu trafił do niej Paul, jednak nigdy nie potraktował tego jako swojej kary i zawsze upatrywał wyłącznie szans. 

Zobacz wideo Andrzej Sołtysik o chorobie alkoholowej: Nie mówiono, że zapiłem, tylko że zdradziłem o świcie

Sześcioletni Paul Alexander zachorował na polio. Lekarze nie wierzyli, że może to przeżyć 

Rok 1952 nie był najlepszym czasem dla Stanów Zjednoczonych. Amerykę nawiedziła epidemia polio i nie ominęła również Dallas w Teksasie, gdzie jednym z chorych był właśnie niejaki Paul Alexander. Miał wtedy zaledwie sześć lat, a jego smutna historia rozpoczęła się od zwykłego bólu pleców oraz gorączki. Paul dostał nakaz leżenia w łóżku i odpoczywania, a jego bliscy mieli nadzieję, że szybko odzyska siły. Tak się jednak nie stało. Gdy w końcu trafił do szpitala, lekarze nie dawali mu żadnych szans. Chłopiec nie mógł oddychać, nie był w stanie przełknąć jedzenia, ani nawet ścisnąć kredki w ręku. Jego sytuacja wyglądała na bardzo poważną, jednak rodzina nie traciła nadziei. Mimo niepokojących objawów, pacjentów było tak wielu, że musiał po prostu czekać na swoją kolej. Szybko jednak okazało się, że decyzja o wizycie w szpitalu, którą wcześniej im odradzano ze względu na liczbę chorych, była najlepszą, jaką można było podjąć - uratowała Paulowi życie. Dlaczego? Gdy siedział w poczekalni, jego stan gwałtownie się pogorszył, a on zaczął się dusić. Obecni na miejscu lekarze nie zastanawiali się ani chwili i wykonali awaryjną tracheotomię. Jeśli by tego nie zrobili, prawdopodobnie dzisiaj nie opowiadalibyśmy tej niezwykłej historii

 

Paul Alexander obudził się przykuty do żelaznego płuca. Nie wiedział, że spędzi w nim ponad 70 lat

Chłopiec odzyskał przytomność po trzech dniach i wtedy zorientował się, że został zamknięty w gigantycznej metalowej tubie, czyli słynnym żelaznym płucu. 

Wówczas jeszcze nie wiedział, że maszyna towarzyszyć mu będzie każdego dnia przez kolejne 70 lata

- pisał serwis The Guardian w 2022 roku. Na sali znajdowało się więcej dzieci umieszczonych wewnątrz maszyny, której nazwa nie wzięła się znikąd. To urządzenie zostało stworzone do tego, by oddychało za pacjenta, u którego występuje niewydolność mięśni oddechowych. Dla dzieci, które zachorowały na polio, czyli groźną chorobę zakaźną skutkującą porażeniem mięśni i trwałym kalectwem, stała się jedynym ratunkiem. Osoby trafiające do żelaznego płuca mogły jedynie czekać na poprawę swojego stanu zdrowia, niestety nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Wielu z nich zmarło, a inni całkowicie utracili swoją sprawność i samodzielność. Tak było w przypadku Paula. W ciągu kolejnych 18 miesięcy polio sparaliżowało go od szyi w dół. Z powodu tracheotomii wciąż nie mógł mówić, a jego żelazne płuca otwierano jedynie na czas mycia. Wtedy musiał wstrzymywać oddech, co niekiedy kończyło się omdleniem

W żelaznych płucach skończył studia, napisał książkę i malował. Niezwykły przykład walki

Z czasem Paul zaakceptował swój los i zaczął robić wszystko, aby zaznać choć trochę wolności. Zaczął uczyć się samodzielnie oddychać, a za pierwsze trzy minuty bez pomocy żelaznego płuca - zajęło mu to rok - otrzymał od swojej lekarki wymarzonego szczeniaka, suczkę o imieniu Ginger. Na tym jednak nie poprzestał, ponieważ chciał opuszczać maszynę na znacznie dłużej. Kolejnym sukcesem Paula było ukończenie nauki w szkole średniej. Jako pierwszy w historii dokonał tego bez uczęszczania na zajęcia. Poszedł również o krok dalej i skończył studia prawnicze na Uniwersytecie Teksańskim w Austin. We wszystkim towarzyszyło mu zależne płuco, do którego musiał często wracać oraz spędzał w nim noce, ponieważ wtedy nie był w stanie kontrolować swojego oddechu. Przez wiele lat reprezentował swoich klientów, korzystając ze zmodyfikowanego wózka inwalidzkiego. Z czasem jednak musiał na stałe wrócić do żelaznego płuca, ponieważ samodzielne oddychanie było już niemożliwe. Mimo tego w 2020 roku wydał książkę zatytułowaną "Three Minutes for a Dog. My Life in an Iron Lung", czyli "Trzy minuty dla psa. Moje życie w żelaznym płucu", dzięki której mógł podzielić się własną historią ze światem. Jak tego dokonał? Wystukiwał słowa na klawiaturze przy pomocy plastikowego patyczka. Pomógł mu również jego przyjaciel, któremu ten dyktował swoje myśli. Od dziecka uwielbiał malować, w czym także nie przeszkadzał mu paraliż. Paul bez wątpienia jest dowodem na to, że żadne przeciwności losu nie są w stanie zatrzymać człowieka, jeśli tylko ten wykaże się wolą walki i chęcią czerpania z życia pełnymi garściami. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.