Z tej wyspy jeszcze nikt nigdy nie wrócił. Historia tajemniczych zaginięć na Envaitenet mrozi krew

Czy kenijska wyspa Envaitenet rzeczywiście jest przeklęta i "pochłania" ludzi? Miejscowi nawet nie chcą się do niej zbliżać, bo twierdzą, że to podróż w jedną stronę. Ci, którzy do niej dotarli, zniknęli bez śladu. Czyżby to właśnie tam znajdowało się przejście do innego wymiaru? Teorii jest wiele, a pytań jeszcze więcej.

Envaitenet to wyspa, która znajduje się w północnej Kenii, przy południowej części jeziora Rudolfa (Turkana). Historia tego miejsca należy do tych, które intrygują, jednak potencjalne niebezpieczeństwo nie pozwala dotrzeć do prawdy. Do dziś wyspę otacza mroczna tajemnica, która być może już nigdy nie zostanie rozwiązana, choć z pewnością wielu wciąż żywi taką nadzieję. Już sama jej nazwa może wzbudzać niepokój, ponieważ Envaitenet w języku plemiona El Molo oznacza "bez powrotu". Czy naprawdę tak jest? O tym przekonali się ci, którzy nigdy stamtąd nie wrócili. 

Zobacz wideo Nieoczywiste miejsca nad wschodnim Bałtykiem [VLOG]

"Wyspa bez powrotu" istnieje naprawdę. Okoliczni mieszkańcy wierzą, że zostaną "pochłonięci" 

Wyspa nie jest zamieszkała, a tamtejsze plemiona nawet nie myślą o tym, aby ujarzmić sobie ten kawałek lądu. Wszystko dlatego, że w ich przekonaniu jest to miejsce przeklęte, a każdy, kto się do niego zbliży, zostanie przez nie "pochłonięty". Po prostu zniknie na zawsze. Choć może ciężko w to uwierzyć, ta legenda nie wzięła się znikąd. Według serwisu Presume miejscowi twierdzą, że w odległych czasach wyspę zamieszkiwała część plemienia, jednakże jego los do dziś pozostaje zagadką. Mówi się, że mieszkańcy Envaitenet doznawali wizji z przeraźliwymi stworzeniami i słyszeli głośne jęki, a co jakiś czas dochodziło tam do dziwnych wypadków, które kończyły się śmiercią. Wiele osób opuściło wyspę zawczasu, jednak reszta zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Dwaj mężczyźni postanowili rozwikłać tę zagadkę, a gdy dotarli na miejsce, zastali całkowicie pustą wioskę - po ludziach nie było nawet śladu. Jedyne, co ujrzeli, to rozkładające się ryby i spalone chaty. Widok był tak przerażający, że natychmiast opuścili Envaitenet i postanowili nigdy tam nie wracać. Swoją historię opowiedzieli reszcie plemienia, a ta do dziś traktowana jest jako przestroga. Tubylcy uważają, że próba osiedlenia zesłałaby na nich klątwę. Ale to nie wszystko. Największą zagadkę stanowi bowiem wyprawa badawcza z 1935 r.

 

Zginięcie dwóch badaczy na wyspie Envaitenet. Nigdy nie odnaleziono ich ciał 

W 1935 r. odbyła się ekspedycja pod kierunkiem V. Fusha. Wzięło w niej udział dwóch brytyjskich badaczy - M. Sheflis i B. Dayson - którzy popłynęli w tamte rejony, aby przyjrzeć się bliżej zwyczajom El Molo. Mimo ostrzeżeń tamtejszej ludności eksperci udali się na Envaitenet. Przez pierwsze kilka dni nic nie wskazywało na to, by działo się tam coś niepokojącego. Regularnie dawali umówione znaki, czyli zapalali na brzegu lampy. Pewnego dnia światło nie zostało zauważone, co wydawało się dość niepokojące. Po dwóch tygodniach bez znaku życia inni członkowie ekspedycji postanowili wysłać na miejsce ekipę poszukiwawczą. Na wyspie nie znaleziono badaczy, a co więcej, nie było żadnych śladów, które mogłyby wskazywać na to, że kiedykolwiek tam byli. Lokalne władze podjęły decyzję o wysłaniu w to miejsce samolotu, aby przyjrzeć się wyspie z góry, jednak to również nie przyniosło żadnych efektów. M. Sheflis i B. Dayson zniknęli, a wraz z upływem lat ich historia odeszła w zapomnienie. W 1950 r. tamtejsze plemię postanowiło złamać "klątwę" i się tam osiedlić. Z czasem utworzono sporą osadę, a w odwiedziny przypływało coraz więcej osób z sąsiednich wysp. Wszystko było dobrze, aż do pewnego dnia, w którym odwiedzający zastali jedynie psujące się jedzenie i opustoszałe obozowiska. W tym przypadku również poszukiwania na nic się zdały, ponieważ nie znaleziono ani ludzi, ani ich szczątków. Wtedy strach przed wyspą powrócił. Później bez śladu na Envaitenet zaginęli również członkowie dwóch innych ekspedycji, z Holandii oraz Niemiec.

Dlaczego na wyspie Envaitenet ludzie znikają bez śladu? To portal i raj krokodyli w jednym 

Jedna z teorii mających tłumaczyć zaginięcia mówi o bramie czasu, która znajduje się na wyspie i przenosi ludzi do innego wymiaru. Miejscowi wierzą również, że jest to miejsce zamieszkiwane przez duchy ich dzielnych przodków, którzy po śmierci powrócili pod postacią węży. Wszystko dlatego, że na Envaitenet żyją ogromne kobry i to właśnie te zwierzęta mają napadać na ludzi, a tamtejsze tragedie to zemsta rozwścieczonych wodzów z przeszłości. Naukowcy próbują jednak znaleźć inne wyjaśnienie i wielu z nich twierdzi, że z jezioro Rudolfa wydobywają się trujące gazy, które mogą wpływać na zachowanie człowieka. W efekcie przebywający tam ludzie są zdezorientowani i się topią. Co więcej, jezioro słynie również z największej na świecie populacji krokodyli nilowych. W tamtych rejonach ma być ich aż kilkanaście tysięcy, a największe osobniki sięgają nawet pięciu metrów, co mogłoby wyjaśniać tajemnicze zaginięcia. Pojawiały się także głosy o handlarzach niewolnikami. Niestety, są to jedynie domysły, ponieważ nigdy nie udało się potwierdzić tych przypuszczeń, a tajemnica wyspy Envaitenet do dziś nie została wyjaśniona

Źródła:

Więcej o:
Copyright © Agora SA