Na dwóch wyspach Seszeli - Praslin i Curieuse - rośnie palma, która nie ma sobie równych. Lodoicja seszelska (Lodoicea maldivica), znana także jako kokos morski (coco de mer), wytwarza największe nasiona świata. Jedno może ważyć nawet 25 kg i osiągać ponad pół metra długości.
Dwupłatowe nasiono coco de mer z profilu przypomina kobiece biodra. Ten ciemnobrązowy, lśniący "podwójny kokos" o żłobionej powierzchni był przez stulecia poszukiwanym eksponatem w europejskich gabinetach osobliwości. Palma pozostała endemitem; jej ciężkie nasiona toną w wodzie, więc gatunek nie rozprzestrzenił się poza rodzime wyspy.
Zanim poznano rzeczywiste pochodzenie kokosów morskich, ich tajemnicze dwupłatowe orzechy budziły lęk, ale i ciekawość. Miejscowi, znajdując na plażach gigantyczne ziarna o nieznanym rodowodzie, wyobrażali sobie podwodne lasy palmowe na dnie oceanu. Niektórzy wierzyli, że tych sekretnych drzew strzegą mityczne potwory. Nic dziwnego, że gdy taki niezwykły okaz trafiał w czyjeś ręce, dopatrywano się w nim działania sił nieczystych. Z uwagi na skojarzenia z anatomią człowieka dziwaczne nasiono nazywano wręcz "dziełem szatana".
Strach jednak szybko ustąpił fascynacji. Egzotyczny kokos zaczął uchodzić za cudowny lek i potężny afrodyzjak. Na Malediwach każde znalezione ziarno musiało trafić do sułtana, a za próbę zatrzymania groziła śmierć. Mimo to europejscy możnowładcy płacili za te orzechy fortunę. Jak głoszą legendy, cesarz Rudolf II dał podobno 4000 florenów za jeden okaz, a sułtan Bantamu w 1602 ofiarował takowy holenderskiemu admirałowi, nakazując wcześniej spiłować jego zbyt śmiały kształt.
Mimo wyjaśnienia pochodzenia tych orzechów jeszcze długo krążyły fantastyczne opowieści. Jedna z legend głosiła, że podczas burz palmy coco de mer opuszczają swoje miejsca, by po kryjomu się połączyć, a ciekawski obserwator mógł przypłacić to życiem.
Coco de mer to symbol Seszeli, który widnieje nawet w ich godle, ale w tym samym czasie jest zagrożony wyginięciem. Szacuje się, że "na wolności" rośnie tylko ok. 8 000 tych palm, wyłącznie na dwóch ojczystych wyspach.
Wskutek rabunkowej eksploatacji tych "diabelskich orzechów" naturalne odnawianie się gatunku niemal ustało. Ponadto jego środowisku szkodzą pożary oraz presja człowieka. Władze Seszeli wprowadziły ścisłą ochronę coco de mer, w skutek czego handel nasionami jest surowo regulowany, a każdy znaleziony okaz jest pilnie strzeżony.
Źródła: kew.org, national-geographic.pl, lkedzierski.com
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.