Przez 113 dni w roku ludzie żyli tu w ciemności. Ta karkonoska wieś zniknęła bez śladu

Było to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Karkonoszach. Przez 113 dni w roku domy stały w cieniu gór, a promienie słoneczne do większości budynków ledwie docierały. Budniki - niewielka osada na stokach Kowarskiego Grzbietu - zniknęły z mapy po wojnie. Dziś w tym miejscu jest tylko polana, ale historia dawnej wsi wciąż przyciąga uwagę, fascynując i intrygując zarazem.
Szlak w kierunku Karpacza - zdjęcie ilustracyjne
Fot. Train 01 - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=41381961

Budniki to dziś polana i punkt widokowy w Karkonoszach, położony na północnych stokach Kowarskiego Grzbietu, na wysokości około 900 metrów nad poziomem morza. To właśnie tutaj Tabaczana Ścieżka, po której wiedzie zielony szlak turystyczny z przełęczy Okraj do Wilczej Poręby, przecina dróżkę żółtego szlaku prowadzącego ze Skalnego Stołu do Kowar. Rosną tu jedynie trawy i drzewa, a ciszę przerywa co najwyżej szum wiatru. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu stały tu domy, działała szkoła i można było przenocować w gospodzie.

Zobacz wideo Czy po podwyżkach cen biletów taniej podróżuje się pociągiem, czy samochodem?

Budniki powstały w czasach wojny trzydziestoletniej. Mała osada w karkonoskich lasach

Powstanie osady wiąże się z wojną trzydziestoletnią (1618-1648). Ludzie uciekający z Kotliny Jeleniogórskiej, ratując życie i dobytek, kryli się wysoko w karkonoskich lasach. Ponieważ walki trwały latami, tymczasowe schronienia zaczęły zamieniać się w stałe miejsca do życia. Tak właśnie narodziły się Budniki, których pierwsi mieszkańcy najpewniej pochodzili z Kowar i okolic. Zanim utrwaliła się polska nazwa, wioska funkcjonowała jako Forstbauden ("Leśne Budy"), a następnie Forstlangwasser ("Leśny Długi Strumień"), od niemieckiej nazwy potoku obecnie znanego jako Malina. Po 1945 roku pojawiło się Zacisze Leśne (często skracane do "Zacisza"). Dopiero decyzja komisji nazewniczej z 13 maja 1949 roku wprowadziła oficjalną nazwę Budniki.

Zobacz też: To najstarsze domy w Polsce. Gdzie je znajdziemy? Wiele osób mija je każdego dnia

Budniki nigdy nie należały do dużych osad. W wiosce mieszkały raczej dziesiątki niż setki osób. W 1901 r. było ich około 42, w 1910 r. 64, a w 1941 r. tylko 34. Zabudowa także była skromna: w połowie XVIII wieku stało tu 11 chałup, a w najlepszym okresie zaledwie 13 budynków. Mieszkańcy utrzymywali się głównie z hodowli bydła, wyrobu serów i pracy w lesie. Góry stwarzały jednak także inne możliwości. W okolicy kwitło kłusownictwo i przemyt, który szczególnie rozwinął się w XIX wieku, po tym jak zmianiono granice państwowe wzdłuż grzbietów sudeckich. To wtedy przez Budniki zaczęła prowadzić Tabaczana Ścieżka. Jej nazwa nie była przypadkowa = przez Karkonosze przenoszono przede wszystkim tytoń i tabakę.

Gdzie leżały Budniki? Strome stoki odcinały osadę od światła

Najbardziej niezwykłe było położenie Budnik. Strome stoki skutecznie odcinały osadę od światła, a zimą promienie słoneczne praktycznie tu nie docierały. Przez 113 dni w roku domy tkwiły w cieniu okolicznych gór. Mieszkańcy zamiast tylko narzekać, próbowali się z tym oswoić - 26 listopada żegnali słońce, a 19 marca witali z powrotem. Dla dzieci był to niemal dzień świąteczny, dla dorosłych znak, że najtrudniejszy okres wreszcie dobiega końca. Życie w Budnikach nie należało do łatwych. Dawne opisy wspominają o miesiącach odcięcia od świata, zaspach śniegu i mgłach tak gęstych, że czasem z chałup wychodziło się… nie drzwiami, lecz kominem.

Mieszkańcy chat pojedynczych znajdujących się po wyższych wyniosłościach gór, są przeto w zimie prawie przez klika miesięcy od reszty świata zupełnie oddzieleni, tak iż nic wcale niewiedzą co się z reszta ludzi przez ten czas dzieje; zwłaszcza jeżeli odmiana jaka powietrzna nie rozpędzi mglistych chmur, które się tu prawie całą zimę gromadzą. Gdy się trafi, że śmierć w tym czasie zrobi z kogo ofiarę, tedy ciało zagrzebują w śniegu, dopóki się droga w górach nie otworzy, poczem go przenoszą i w cieplejszej ziemi grzebią
Jednakże pomimo tak trudnej przeprawy, spuszczają się niektórzy mieszkańcy w niższe okolice, albo też z chaty do chaty wędrują; i w ten czas często się zdarza, iż nie drzwiami, ale się z domu wychodzi kominem prosto na dach, a stamtąd po wierzchniej skorupie śniegu, zjeżdża się na łyżwach do domu przyjaciela, którego się podobnież kominem odwiedza

 - pisał w wydanym po polsku przewodniku K. F. Mosch.

Po wojnie Budniki istniały jeszcze przez krótki czas, choć wyglądały już zupełnie inaczej. Najpierw w górach pojawili się szabrownicy, rabując wszystko co się da, a później nowi osadnicy. Pierwszych mieszkańców wpisano do ksiąg meldunkowych w 1947 roku. Część istniejących zabudowań przejęła organizacja "Bratnia Pomoc", otwierając tu ośrodek wypoczynkowy dla studentów z Wrocławia. Warunki były surowe: brakowało między innymi łazienek i elektryczności. Mimo to miejsce miało swój klimat. I właśnie wtedy historia urywa się gwałtownie. W 1950 roku rozpoczęto w okolicy poszukiwania rud uranu, a miejscowość zaczęła powoli "wymierać". Wkrótce całkowicie zniknęła z mapy. Dziś trudno odnaleźć nawet fundamenty dawnych domów. Została historia i pamięć o miejscu, w którym naprawdę odliczano dni do powrotu słońca.

Źródlo: budniki.pl, gazeta wrocławska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: