Jeszcze kilkanaście lat temu producenci telewizorów prześcigali się w obietnicach rewolucji. Kino 3D miało wejść do salonów, plazma uchodziła za synonim najlepszego obrazu, a zakrzywione ekrany miały "wciągać" widza w sam środek akcji. Każda z tych technologii była przedstawiana jako przyszłość domowej rozrywki. Dziś łączy je jedno: zniknęły z rynku niemal całkowicie.
Boom na telewizory 3D rozpoczął się po premierze "Avatara" w 2009 r. Kina pełne były widzów, a producenci elektroniki uznali, że trójwymiarowy obraz to kolejny krok w rozwoju telewizji. Do sklepów trafiły drogie odbiorniki wymagające specjalnych okularów, często różniących się w zależności od producenta. Problemów było jednak więcej.
Po pierwsze: skromny katalog treści. Poza kilkoma filmami Blu-ray i okazjonalnymi transmisjami sportowymi widzowie nie mieli co oglądać w 3D. Dodatkową barierą były nieproporcjonalnie drogie do ich użyteczności, niewygodne i niekompatybilne okulary, które męczyły wzrok, przez co skutecznie zniechęcały do długiego seansu. Po trzecie: koszty. Technologia pojawiła się tuż po cyfryzacji telewizji, gdy konsumenci nie chcieli znów inwestować w nowy sprzęt. Efekt był przewidywalny. Zainteresowanie szybko spadło, a około 2017 r. producenci po cichu wycofali 3D z oferty.
Telewizory plazmowe przez lata uchodziły za złoty standard. Głęboka czerń, naturalne kolory i świetne kąty widzenia sprawiały, że w oczach kinomanów wygrywały z wczesnymi LCD. Miały jednak poważne wady, które z czasem okazały się nie do przeskoczenia.
Plazmy były ciężkie, drogie w produkcji i bardzo energochłonne. Pobór prądu potrafił być kilkukrotnie wyższy niż w telewizorach LCD, co w epoce rosnących cen energii i ostrzejszych norm ekologicznych stało się ogromnym problemem. Do tego dochodziło ryzyko wypalania statycznych elementów obrazu. Gdy technologia LCD z podświetleniem LED znacząco się poprawiła, a na rynku pojawiły się OLED-y oferujące porównywalną, a nawet lepszą jakość obrazu przy znacznie niższym zużyciu energii, los plazmy był przesądzony. Ostatnie modele zniknęły z produkcji w 2014 r.
Kolejną modą były zakrzywione telewizory. Producenci przekonywali, że wygięty ekran lepiej odpowiada naturalnemu polu widzenia oka i zapewnia większe zanurzenie w obrazie. W praktyce korzyści okazały się mocno ograniczone.
Efekt immersji działał głównie wtedy, gdy widz siedział idealnie na wprost ekranu. Przy oglądaniu z boku pojawiały się zniekształcenia, refleksy i spadek komfortu. Do tego dochodziły problemy czysto praktyczne: zakrzywione telewizory były droższe, trudniejsze do zamontowania na ścianie i mniej uniwersalne w aranżacji wnętrza. O ile wygięte monitory znalazły niszę wśród graczy i profesjonalistów, o tyle większość konsumentów wolała zainwestować w płaski ekran z lepszą jakością obrazu zamiast designerskiej ciekawostki.
Źródła: whathifi.com, lifewire.com, geekweek.interia.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.