Te telewizory całkowicie zniknęły z rynku. Historia wielkich niewypałów i ogromnych wydatków

Jeszcze do niedawna miały być przełomem i wyznaczać kierunek rozwoju domowej rozrywki. Dziś są jedynie ciekawostką z historii elektroniki użytkowej. Los licznych telewizorów, określanych niegdyś mianem gwiazd, pokazuje, jak szybko rynek potrafi weryfikować nawet najbardziej ambitne wizje producentów.
Masz nowy telewizor? Na to jest tylko 14 dni. Kara sięga ponad 800 zł - zdjęcie ilustracyjne
Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Jeszcze kilkanaście lat temu producenci telewizorów prześcigali się w obietnicach rewolucji. Kino 3D miało wejść do salonów, plazma uchodziła za synonim najlepszego obrazu, a zakrzywione ekrany miały "wciągać" widza w sam środek akcji. Każda z tych technologii była przedstawiana jako przyszłość domowej rozrywki. Dziś łączy je jedno: zniknęły z rynku niemal całkowicie.

Zobacz wideo Kupujesz nowy telewizor? Uważaj na triki sprzedawców i opinie w sieci

Dlaczego wycofano telewizory 3D? Boom po "Avatarze", który szybko minął

Boom na telewizory 3D rozpoczął się po premierze "Avatara" w 2009 r. Kina pełne były widzów, a producenci elektroniki uznali, że trójwymiarowy obraz to kolejny krok w rozwoju telewizji. Do sklepów trafiły drogie odbiorniki wymagające specjalnych okularów, często różniących się w zależności od producenta. Problemów było jednak więcej.

Po pierwsze: skromny katalog treści. Poza kilkoma filmami Blu-ray i okazjonalnymi transmisjami sportowymi widzowie nie mieli co oglądać w 3D. Dodatkową barierą były nieproporcjonalnie drogie do ich użyteczności, niewygodne i niekompatybilne okulary, które męczyły wzrok, przez co skutecznie zniechęcały do długiego seansu. Po trzecie: koszty. Technologia pojawiła się tuż po cyfryzacji telewizji, gdy konsumenci nie chcieli znów inwestować w nowy sprzęt. Efekt był przewidywalny. Zainteresowanie szybko spadło, a około 2017 r. producenci po cichu wycofali 3D z oferty.

Plazma telewizor. Jakość obrazu, z którą nie poradziły sobie rachunki za prąd

Telewizory plazmowe przez lata uchodziły za złoty standard. Głęboka czerń, naturalne kolory i świetne kąty widzenia sprawiały, że w oczach kinomanów wygrywały z wczesnymi LCD. Miały jednak poważne wady, które z czasem okazały się nie do przeskoczenia.

Plazmy były ciężkie, drogie w produkcji i bardzo energochłonne. Pobór prądu potrafił być kilkukrotnie wyższy niż w telewizorach LCD, co w epoce rosnących cen energii i ostrzejszych norm ekologicznych stało się ogromnym problemem. Do tego dochodziło ryzyko wypalania statycznych elementów obrazu. Gdy technologia LCD z podświetleniem LED znacząco się poprawiła, a na rynku pojawiły się OLED-y oferujące porównywalną, a nawet lepszą jakość obrazu przy znacznie niższym zużyciu energii, los plazmy był przesądzony. Ostatnie modele zniknęły z produkcji w 2014 r.

Telewizor zakrzywiony. Efekt "wow", który nie działał w praktyce

Kolejną modą były zakrzywione telewizory. Producenci przekonywali, że wygięty ekran lepiej odpowiada naturalnemu polu widzenia oka i zapewnia większe zanurzenie w obrazie. W praktyce korzyści okazały się mocno ograniczone.

Efekt immersji działał głównie wtedy, gdy widz siedział idealnie na wprost ekranu. Przy oglądaniu z boku pojawiały się zniekształcenia, refleksy i spadek komfortu. Do tego dochodziły problemy czysto praktyczne: zakrzywione telewizory były droższe, trudniejsze do zamontowania na ścianie i mniej uniwersalne w aranżacji wnętrza. O ile wygięte monitory znalazły niszę wśród graczy i profesjonalistów, o tyle większość konsumentów wolała zainwestować w płaski ekran z lepszą jakością obrazu zamiast designerskiej ciekawostki.

Źródła: whathifi.com, lifewire.com, geekweek.interia.pl

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: