Ludzkość od dawna spogląda w niebo i próbuje zrozumieć, jakie zasady obowiązują poza naszą planetą. Wraz z rozwojem technologii pojawiły się pytania nie tylko o eksplorację, ale też o prawa i granice w kosmosie. Kwestia własności Księżyca pokazuje, jak bardzo różni się ona od tego, co znamy z Ziemi.
Księżyc nie może być własnością żadnego państwa, niezależnie od tego, kto na nim wyląduje. To efekt Traktatu o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku, który uznaje kosmos za dobro całej ludzkości. Oznacza to, że żadna flaga wbita w powierzchnię nie daje prawa do posiadania terenu.
Dokument ten podpisało ponad sto państw, co czyni go jednym z najważniejszych porozumień w historii eksploracji kosmosu. Jego celem było zapobieganie konfliktom i zapewnienie, że przestrzeń kosmiczna będzie wykorzystywana pokojowo. Dzięki temu Księżyc pozostaje wspólnym dobrem, a nie przedmiotem rywalizacji o terytorium.
Zgodnie z Traktatem o Przestrzeni Kosmicznej żaden kraj nie może rościć sobie praw do ciała niebieskiego. Czy to oznacza, że może to zrobić osoba fizyczna lub firma? Niektórzy zgłaszali takie roszczenia, czasem poważnie, a czasem bezpodstawnie
- wyjaśniła w książce "The Moon Exhibition Book" dr Jill Stuart, ekspertka prawa kosmicznego.
Amerykański biznesmenem Dennis Hope ogłosił w 1980 roku, że przejmuje Księżyc na własność. Poinformował o tym rząd Stanów Zjednoczonych, rząd Związku Radzieckiego oraz Organizację Narodów Zjednoczonych, a brak odpowiedzi z ich strony sam uznał za zgodę. Od tego momentu zaczął sprzedawać działki na Księżycu. Początkowo oferował je za mniej więcej 25 dolarów za akr, a później obniżał ceny nawet do kilku dolarów w zależności od oferty. Stworzył też rozbudowane zaplecze, które miało uwiarygodnić jego działalność. Powołał rząd galaktyczny, konstytucję, a nawet własną walutę i paszporty. Klientom oferował dokumenty przypominające akty własności. Dennis Hope twierdzi, że sprzedał już setki milionów akrów księżycowej ziemi.
Podobne roszczenia zgłosił w 1996 roku Niemiec Martin Juergens. Twierdził, że Księżyc należy do jego rodziny od XVIII wieku i miał zostać przekazany jego przodkom przez króla Prus Fryderyka Wielkiego jako nagroda za służbę. Nie przedstawiono jednak żadnych dokumentów potwierdzających tę wersję wydarzeń, co od początku budziło poważne wątpliwości. Juergens próbował nadać sprawie oficjalny bieg i złożył petycję do władz Niemiec, w której się skierowania sprawy do Stanów Zjednoczonych. Liczył w ten sposób na międzynarodowe uznanie swoich roszczeń i nagłośnienie sprawy. Nie ma jednak dowodów, że uruchomiono jakąkolwiek formalną procedurę.
Kupno działki na Księżycu to jedynie symboliczny gest, a nie prawdziwa inwestycja. Certyfikaty sprzedaży często wyglądają atrakcyjnie i są popularnym prezentem, ale nie mają żadnej wartości prawnej. Nie można na ich podstawie dochodzić swoich praw ani korzystać z "posiadanej" ziemi. Zainteresowanie kosmosem rośnie, a wraz z nim liczba podobnych ofert. Dlatego warto wiedzieć, że mimo postępu technologii zasady własności pozostają niezmienne. Księżyc wciąż jest wspólnym dobrem wszystkich ludzi, a nie towarem na sprzedaż.
Źródła: science.howstuffworks.com, explorers.org, smithsonianmag.com, rmg.co.uk