Pilot zarządził natychmiastowe awaryjne lądowanie. Wszystko przez niepokojące zdjęcie na telefonach

Kwestia bezpieczeństwa na pokładach samolotów jest niezwykle istotna, dlatego kontrole podczas odprawy są tak surowe. Co jednak w przypadku, gdy zagrożenie pojawi się już po wylocie? Podczas lotu pewnego samolotu amerykańskich linii jedno zdjęcie wystarczyło, aby zdecydować o awaryjnym lądowaniu.

Do niecodziennego zdarzenia doszło na pokładzie samolotu linii Southwest Airlines podczas lotu z Los Angeles na Hawaje w miniony poniedziałek, 3 lipca. Pasażerowie posiadający telefony Apple otrzymali w pewnym momencie niepokojące zdjęcie jasno sugerujące, że na pokładzie znajduje się bomba. Reakcja załogi była natychmiastowa.

Zobacz wideo Sylwia Bomba zdradza patent na długi lot. "Lećcie samolotem, który..."

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zagrożenie wybuchem bomby podczas lotu samolotu. Jak działa aplikacja AirDrop?

Zdjęcia na telefony pasażerów zostało przesłane za pomocą aplikacji AirDrop dostępnej na iPhone’y. Umożliwia ona udostępnianie i odbieranie zdjęć pomiędzy urządzeniami znajdującymi się w pobliżu, wykorzystując przy tym łączność WiFi i Bluetooth. Co ważne, połączenie może zostać nawiązane pomiędzy dowolnymi urządzeniami, jeśli nie mają one ustawionych ograniczeń w opcjach (ograniczenia mogą dotyczyć np. tylko kontaktów). To właśnie ten fakt wykorzystała osoba wysyłająca informację o bombie. Wśród odbiorców był też członek załogi, co mogło dodatkowo przyspieszyć podjęcie działań.

Awaryjne lądowanie nastąpiło na lotnisko Oakland w Kalifornii. Na miejscu pojawili się też funkcjonariusze. Wydarzenia te nagrała jedna z pasażerek, Valerie Maluchnik, która następnie podzieliła się nimi na swoim profilu na platformie TikTok.

Awaryjne lądowanie samolotu z powodu zdjęcia. Trwa śledztwo w sprawie

Na nagraniu widzimy funkcjonariusza, który informuje pasażerów o zaistnieniu zagrożenia i prosi o opuszczenie pokładu samolotu z telefonami, dokumentami tożsamości i kartami pokładowymi. Wykorzystano również psy tropiące, które pomogły w przeszukiwaniu bagaży. Na szczęście nie znaleziono żadnych materiałów wybuchowych i samolot pomimo opóźnienia mógł bezpiecznie kontynuować podróż na Hawaje.

Ostrzeżenie przed bombą może i było żartem, ale co, jeśli byłoby inaczej?

- napisała Maluchnik pod jednym z opublikowanych przez nią nagrań.

Jak donosi portal Insider, biuro szeryfa hrabstwa Alameda prowadzi śledztwo w sprawie. Ze względu na użycie aplikacji AirDrop można przypuszczać, że sprawca "żartu" znajdował się pokładzie samolotu i przypuszczalnie był jednym z pasażerów. Na chwilę obecną nie dokonano jednak żadnych aresztowań. Warto dodać też w tym miejscu, że nie jest to pierwszy przypadek, gdy AirDrop została użyta w podobny sposób. Do podobnych incydentów doszło w styczniu i lutym w samolotach innych przewoźników.

Więcej o:
Copyright © Agora SA