Pies zmarł w samolocie. Pasażerowie oskarżają przewoźnika. "Jego oczy wciąż były otwarte"

Na pokładzie samolotu Alaska Airlines doszło do niespodziewanej tragedii. Rodzina straciła swojego ukochanego psa, który podróżował w podręcznym transporterze. Jak do tego doszło? Powodem ma być zbyt wysoka temperatura i "stalowe" przepisy. Jest już reakcja przewoźnika.

Gary i Angie Engelgau postanowili przeprowadzić się z Honolulu do Oregonu. Aby się tam dostać, kupili bilety na lot linią Alaska Airlines, nie zapominając również o swoich ukochanych psach. 30 czerwca 2024 roku na lotnisku zawitały z nimi trzy pupile, a jednym z nich był czteroletni buldog francuski, któremu niestety nigdy nie było dane zobaczyć swojego nowego domu. 

Zobacz wideo Goździalska została pobita w samolocie. Co zrobiła ze sprawą? "Nadal słabo widzę"

Pies zmarł w samolocie z powodu wysokiej temperatury. Miał otwarte oczy, lecz nie reagował 

Jak informuje serwis The Independent, do przykrej sytuacji doszło jeszcze przed startem samolotu. Czteroletni buldog Frank niespodziewanie zmarł w swoim transporterze. Z doniesień zagranicznych mediów wynika, że powodem jego śmierci miały być wysoka temperatura oraz odwodnienie. Właściciele czworonoga o całe zajście obwiniają linię lotniczą oraz załogę znajdującą się na pokładzie samolotu, ponieważ personel nie pozwolił im wcześniej wyciągnąć psa z transportera. Przed startem wewnątrz maszyny było bardzo ciepło, a pupil znajdujący się pod jednym z siedzeń sprawiał wrażenie zestresowanego i zrozpaczonego. Choć rodzina chciała go uspokoić, pracownicy pokładowi nie zamierzali łamać przepisów narzuconych przez przewoźnika. Gdy próbowano zareagować, było już za późno. Chłodzenie buldoga o imieniu Frank za pomocą kostek lodu nie przyniosło żadnych efektów

Próbowałem go wyciągnąć i potrząsałem nim, ale wcale się nie ruszał. Wyciągnąłem go z transportera, jego oczy wciąż były otwarte, jednak zwisał mu języka, a on sam nie poruszał się ani nie oddychał 

-relacjonował zrozpaczony Gary, cytowany przez The Independent. 

Nie pozwolili im ratować psa, który umierał na pokładzie. Teraz domagają się zmian w przepisach 

Według pasażerów temperatura na Hawajach nie sprzyja zwierzętom i choć jest niezwykle wysoka, te mogą być wypuszczane z transporterów jedynie na lotnisku, w strefie dla nich wyznaczonej. W związku z tragedią, która miała miejsce pod koniec czerwca tego roku, para domaga się zmiany surowych przepisów dotyczących przewozu pupili. Ich zdaniem jest to niezbędne do tego, by podobna historia nie spotkała innych pasażerów. Natomiast zdaniem rzecznika linii Alaska Airlines o śmierć zwierzęcia nie można obwiniać załogi, ponieważ ta postępowała zgodnie z obowiązującymi procedurami. 

Zwierzę musi cały czas znajdować się w transporterze (łącznie z głową i ogonem) z zamkniętymi drzwiami/klapką w strefie wejścia na pokład (podczas wsiadania i wysiadania z samolotu), w poczekalni Alaska Lounge oraz podczas pobytu na pokładzie samolotu

- czytamy w regulaminie przewoźnika. Na ten moment nie wiadomo jeszcze, czy prośba o zmianę regulaminu zostanie wzięta pod uwagę. Natomiast rzecznik zapewnia, że linia "poważnie traktuje opiekę nad zwierzętami" i wyraża żal z powodu utraty zwierzęcia swoich pasażerów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.