Samolot lądował awaryjnie po 36 minutach. Zaczęło się od jednego pytania. "Jak efekt kuli śnieżnej"

Awaryjne lądowanie samolotu to sytuacja, której wolałaby uniknąć większość pasażerów. Czasami jednak to właśnie z ich winy konieczne jest przerwanie lotu. Tym razem zawiniła jedna sprzeczka, która pociągnęła za sobą całą serię wydarzeń i ostatecznie doprowadziła do bardzo dużego opóźnienia.

Podróż samolotem może być stresującym doświadczeniem, ale nie powinno to być usprawiedliwieniem działania pod wpływem emocji. Wręcz przeciwnie, opanowanie w takich sytuacjach jest niezwykle ważne, ponieważ nasze zachowanie może mieć ogromny wpływ na innych pasażerów. Niestety czasami wystarczy jedna lub dwie osoby, aby do zamieszania włączyła się znacząca część pokładu.

Zobacz wideo Goździalska została pobita w samolocie. Co zrobiła ze sprawą? "Nadal słabo widzę"

Awantura pasażerów zapoczątkowała prawdziwy koszmar. Samolot musiał lądować awaryjnie

Jak donosi "The Sun", do wyjątkowo pechowych wydarzeń doszło w poprzednią środę 3 lipca na pokładzie samolotu linii lotniczych Ryanair, który leciał z lotniska Agadir-Al Massira w Maroku do portu lotniczego Londyn-Stansted. Nagranie tego zajścia wkrótce później trafiło do sieci. Okazuje się, że wszystko zaczęło się od sprzeczki pomiędzy dwoma rodzinami. 20-kilkuletni mężczyzna poprosił jedną z pasażerek o zmianę miejsca, aby mógł usiąść ze swoją żoną i małymi dziećmi. Kobieta siedząca z własną córką jednak odmówiła, na co mężczyzna zareagował groźbami w jej kierunku. W międzyczasie samolot wystartował, ale już po chwili 30-kilkuletni mąż kobiety wstał i stanął w obronie żony, której grożono. Rozpoczęła się bójka, którą załoga lotu próbowała załagodzić.

Próbowali się bić. Jedna z rodzin była częścią większej grupy, więc inni pasażerowie zaczęli się do niej przyłączać. Wtedy kobieta, która siedziała w rzędzie z tyłu, zaczęła mieć atak paniki. Krzyczała, a dzieci płakały. To było jak efekt kuli śnieżnej

- relacjonował później jeden z pasażerów, cytowany przez brytyjski dziennik. Co więcej, u innej osoby pojawiły się problemy zdrowotne i mężczyzna wymagał podania tlenu w trakcie lotu. W końcu podjęto decyzję o awaryjnym lądowaniu na pobliskim lotnisku w Marrakeszu w Maroku.

Byliśmy w powietrzu tylko przez 36 minut, zanim musieliśmy niespodziewanie wylądować. To było bardzo stresujące. To był lot z piekła rodem. A wszystko zaczęło się od tego, że jeden z pasażerów chciał zmienić miejsce

- podsumowuje inny świadek wydarzeń. Na maszynę po lądowaniu czekała policja oraz służby medyczne.

Awaryjne lądowanie samolotu znacząco opóźniło podróż. Pasażerowie spędzili noc w hotelu

Policja w Maroku wyprowadziła z pokładu samolotu w sumie aż dziewięć osób. Pasażerowi z problemami zdrowotnymi udzielono pomocy medycznej i stwierdzono, że nie powinien uczestniczyć w dalszej podróży. To mu się jednak nie spodobało i zaczął zachowywać się agresywnie, więc ostatecznie jego też zabrała policja. Poradzenie sobie z kłopotliwymi podróżującymi zajęło ponad dwie godziny, co niestety oznaczało, że załoga samolotu przekroczyła dozwolony limit czasowy lotu. W związku z tym około 200 pozostałych pasażerów musiało spędzić noc w hotelu. Na domiar złego, poranne połączenie również zostało anulowane, więc w dalszą podróż ruszyli dopiero w czwartek wieczorem.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.