Atrakcja, która pochłania? Turyści nie mogą się z niej wydostać. W panice dzwonią po pomoc

Labirynty z kukurydzy są coraz częściej spotykaną atrakcją, nawet w Polsce. Jednak wiele z nich nie umywa się do tego, który można przejść w Dixon w Kalifornii. Tego wyzwania podejmuje się wielu, lecz ostatecznie część wycieczek kończy się nawet telefonem na numer alarmowy. Ten labirynt jest tak ogromny, że momentami robi się naprawdę strasznie.
Atrakcja, która pochłania? Turyści nie mogą się z nią uporać - zdjęcie ilustracyjne
ABC10/YouTube.com

Labirynty z kukurydzy zostały rozpowszechnione w Stanach Zjednoczonych już w latach 90 XX wieku. Za pierwsze projekty tego typu atrakcji odpowiadają Don Franta i Adrian Fisher. Co ciekawe, to właśnie ich dzieła wciąż są inspiracją dla części współczesnych labiryntów. Długie ścieżki i niemalże niekończące się kombinacje pozwalają na wielogodzinną rozrywkę zarówno dla osób w młodym wieku, jak i tych nieco starszych. Często nawiązują również do konkretnej tematyki, a przy okazji zbliżającego się Halloween zapewne większość zamieni się w prawdziwą pułapkę strachu. Zazwyczaj takie atrakcje zajmują kilka lub kilkanaście hektarów, jednak jest pewien labirynt, który wyróżnia się na tle pozostałych. Ten znajduje się w mieście Dixon w Stanach Zjednoczonych i mierzy aż 24 hektary.

Zobacz wideo Makabryczny lodziarz i dusiciel cały w smalcu. To jedne z dziwniejszych horrorowych fabuł

Jeden z największych labiryntów z kukurydzy na świecie. Ludzie walczą tam o wolność

Labirynt z kukurydzy w Dixon długo nie miał sobie równych i dlatego został nawet wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Choć dziś jest znany niemalże na całym świecie, niegdyś to miejsce było zwykłym gospodarstwem o nazwie Cool Patch Pumpkins, prowadzonym przez Matta Cooley'ego. Mężczyzna zaczynał od sprzedaży dyń, a później wpadł na pomysł, aby nieco urozmaicić ofertę turystyczną niewielkiego miasteczka. W związku z tym, że w Stanach Zjednoczonych Halloween ma specjalne znaczenie, postawił właśnie na gigantyczny labirynt, który zapewni odwiedzającym potężny wyskok adrenaliny. Ostatecznie udało mu się stworzyć miejsce, które przyciąga największych miłośników gier terenowych, różnego rodzaju zagadek, rodzinnej rozrywki oraz strasznych przygód. Niestety w tym przypadku nie każdy wie, w co tak naprawdę się pakuje. Otóż labirynt jest tak duży, że wyjście z niego nie jest najprostszym zadaniem i niektórym zwyczajnie nie udaje się go opuścić bez żadnej pomocy. Są i tacy, którzy spędzają w nim wiele godzin, panicznie szukając wyjścia. Wtedy dobra zabawa się kończy i zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. A to wszystko za jedyne 22 dolary za osobę, czyli nieco ponad 87 złotych.

 

Nie mogą wyjść z labiryntu, więc dzwonią na numer alarmowy. Nie chcą zostać w nim na zawsze

Jak podaje serwis Daily Wrap, osoby szukające wyjść dość często wpadają w panikę. Obawa o własne bezpieczeństwo i stres związany z brakiem kontaktu ze światem zewnętrznym są na tak wysokim poziomie, że turyści dzwonią pod numer alarmowy i proszą o pomoc w wydostaniu się z labiryntu. Z relacji ratowników medycznych wynika, że już od ponad dekady zmagają się z podobnymi zgłoszeniami. Wiele osób dzwoni, w momencie gdy zbliża się godzina zamknięcia farmy. W związku z tym, że spędzili w labiryncie już kilka godzin i wciąż nie znaleźli wyjścia, boją się, iż zostaną w nim na całą noc. Wtedy do akcji wkraczają pracownicy. Choć atrakcja wywołuje skrajne emocje, chętnych na odwiedziny w tym miejscu nie brakuje. Poza ponadprzeciętną wielkością ten labirynt słynie także z oryginalnych motywów, za które odpowiada synowa właściciela gospodarstwa - Tayler Cooley. W tym roku śmiałkom towarzyszą hasła: "Boże, błogosław Amerykę" oraz "Dom podzielony nie ustoi".

 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: