Zimą Tallinn zaskakuje spokojem. Miasto, które latem bywa głośne i zatłoczone, w chłodniejszych miesiącach odzyskuje kameralny charakter. Ulice pustoszeją, kawiarnie kuszą ciepłem, a historia staje się niemal namacalna. To idealny moment, by zwiedzać bez pośpiechu i odkrywać, dlaczego właśnie o tej porze roku ta średniowieczna perła północy robi największe wrażenie.
Stare Miasto w Tallinie to prawdziwy skarb wspiany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Układ ulic niemal nie zmienił się tu od średniowiecza, a kamienice dawnych kupców, masywne mury obronne i baszty przetrwały wojny, pożary oraz kolejne okupacje. Spacerując zimą po brukowanych uliczkach, łatwo odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał. Śnieg przykrywa dachy i zalega w zaułkach nadając całej scenerii niemal filmowego, baśniowego klimatu. Centralnym punktem tej części metropolii jest Plac Ratuszowy, który przez wieki był handlowym sercem hanzeatyckiego ośrodka. W chłodniejsze miesiące zamienia się on w tętniący życiem jarmark bożonarodzeniowy, regularnie wymieniany wśród najlepszych w Europie. Między drewnianymi straganami, gdzie kupić można rękodzieła, ozdoby i lokalne przysmaki, unosi się zapach przypraw, grzanego wina i pierników. Nad całością góruje ogromna choinka, przypominając, że stolica Estonii szczyci się jedną z najstarszych tradycji bożonarodzeniowych na kontynencie.
Potężne mury obronne wokół miasta sprawiły, że Tallin zachował średniowieczny charakter mimo burzliwej historii. Przez stulecia chroniły one stolicę Estonii przed kolejnymi najeźdźcami. Do dziś można spacerować wzdłuż fragmentów dawnych fortyfikacji, wejść do baszt i przejść się drewnianymi pomostami, z których niegdyś strażnicy wypatrywali nadciągających wrogich armii. Zimą trasy te są szczególnie malownicze - śnieg osiada na murach, a z wysokości rozciąga się widok na Stare Miasto, czerwone dachy kamienic i ostre iglice kościołów odcinające się od jasnego nieba. Obowiązkowym punktem zwiedzania pozostaje wzgórze Toompea, dawna siedziba władzy i arystokracji, wyraźnie oddzielona od kupieckiej części miasta. To stąd roztaczają się najsłynniejsze panoramy, znane z pocztówek i folderów turystycznych. Platformy widokowe Kohtuotsa i Patkuli w chłodniejsze miesiące przyciągają fotografów oraz spacerowiczów szukających najlepszych kadrów. Szczególnie efektownie metropolia wygląda o poranku - słońce wschodzi tu późno, więc nawet zimowy wschód można zobaczyć bez wczesnego zrywania się z łóżka.
Gdy temperatura spada poniżej zera, życie w Tallinnie przenosi się do wnętrz starych kamienic. Dawne piwnice domów kupieckich zamieniły się w klimatyczne kawiarnie i restauracje. Kamienne sklepienia, świece i półmrok sprawiają, że łatwo zapomnieć o mrozie za drzwiami. W chłodne dni niemal każda przechadzka kończy się kubkiem lokalnego grzanego wina - glög. Jest ono mocniejsze i bardziej aromatyczne niż klasyczne wersje znane z Niemiec czy Austrii. Podawane z migdałami i rodzynkami, szybko rozgrzewa po spacerze po ośnieżonych uliczkach. Metropolia oferuje też sporo atrakcji pod dachem. W muzeach można lepiej poznać burzliwą historię Estonii, a w dawnej wieży obronnej Kiek in de Kök zobaczyć, jak wyglądała średniowieczna obrona miasta. Wieczorami wielu turystów wybiera restauracje stylizowane na dawne karczmy, gdzie menu inspirowane jest kuchnią sprzed wieków, a atmosfera idealnie pasuje do zimowej scenerii. Tallinn o tej porze roku to propozycja dla tych, którzy chcą zobaczyć miasto bez tłumów i poczuć jego prawdziwy klimat. Mróz potrafi szczypać w policzki, ale w zamian dostaje się coś znacznie cenniejszego - spokój, historię i bajkową atmosferę, której latem po prostu nie ma.
Źródło: hub.pl, www.ontheluce.com
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google..