Pojechał do sanatorium pierwszy raz w życiu. 39-latek próbował zrozumieć zasady: Będzie niebezpiecznie

Po zwiedzaniu różnych zakątków świata na własną rękę, w końcu przyszedł czas na to, aby oddać się pod opiekę służby zdrowia. Podróżnik, który prowadzi kanał turystyczny w social mediach, po raz pierwszy wybrał się na leczniczy turnus do sanatorium. Wrażenia? Pustki.
39-latek pojechał pierwszy raz do sanatorium
Fot. Marek Podmokly / Agencja Wyborcza.pl // Screen Instagram @readyforboarding

Pobyt w sanatorium dla wielu osób stanowi najlepszy sposób na podreperowanie zdrowia. Z kuracji postanowił skorzystać również Paweł Florczak, młody podróżnik, który razem z żoną tworzy kontent turystyczny na Instagramie. 39-latek wybrał się na leczniczy turnus pierwszy raz w życiu. Przyznał, że musiał poświęcić trochę czasu na to, aby zrozumieć zasady życia pensjonariusza. Już pierwszy dzień w perle polskich uzdrowisk był dla niego pełen wrażeń.

Zobacz wideo PODRÓŻE MAŁE I DUŻE [Co to będzie? odc.19]

Pojechał pierwszy raz do sanatorium. "Dzień ze szczytu luksusu uzdrowiskowego"

Turnusy lecznicze w sanatorium trwają zazwyczaj około trzech tygodni. Właśnie tyle czasu spędzi w Krynicy-Zdrój pan Paweł.

Tak, dobrze czytasz - żona z trójką dzieci i psem w domu, a ja ćwiczę, pływam, jem trzy posiłki dziennie i próbują zrozumieć zasady życia pensjonariusza

- napisał pod nagraniem podróżnik, dodając:

Dziś zabieram was na jeden dzień ze szczytu luksusu uzdrowiskowego. (...) Dzień zaczynam dość wcześnie, bo trzeba wstać około 7 i iść na pierwsze zabiegi

- opowiada pan Paweł. Kuracjusze, którym lekarz zaleci ćwiczenia na sali gimnastycznej, rozpoczynają swój dzień właśnie od tej aktywności. W miejscu, gdzie przebywa 39-latek, zajęcia te trwają 25 minut. Zaraz po porannym rozruchu udał się na śniadanie.

Po śniadaniu krótki spacer do miasta. Czyż nie uważacie, że Krynica jest piękna?

- zagaja podróżnik, którego celem podróży był urząd miasta, gdzie wykupił abonament parkingowy na czas swojego pobytu. Za 3 tygodniowy postój zapłacił 100 zł.

Zobacz też: Mało znane miasteczko lepsze od podróżniczych gigantów. Będzie nowy hit. Zainteresowanie rośnie

Podczas porannego zwiedzania miasta podróżnik zdziwił się pustkami na głównym deptaku. Wybrał się również przy okazji do najpopularniejszych miejsc w mieście, czyli Pijalni Wód, oraz przyjrzał się kolejce na Górę Parkową. Obiekt ten funkcjonuje w Krynicy-Zdrój od 1937 roku. Decydując się na przejazd w okresie świątecznym, można podziwiać z góry nie tylko piękną panoramę całej okolicy, ale także iluminacje świetlne, którym towarzyszy muzyka. Po krótkim spacerze pan Paweł musiał wrócić do sanatorium na kolejne zabiegi.

10 minut na ból pleców. "Będą mnie pieścić prądem"

Każdy kuracjusz ma indywidualny plan dnia, który jest podyktowany zaleceniami lekarskimi wydanymi w dzień przyjazdu pacjenta. Pan Paweł nie musi korzystać z zabiegów od razu po śniadaniu, dlatego też mógł udać się na poranny spacer. Kilka godzin później zrobiło się jednak trochę niebezpiecznie.

Będą mnie pieścić prądem, podobno pomaga na ból pleców. Zobaczymy czy pomoże ta dziesięciominutowa terapia

- opowiada podróżnik. Następnie udał się na obiad. Zupa bardzo przypadła mu do gustu. Paweł pozytywnie wspomina również o tym, że można wybrać wersję wege, jeżeli ktoś ma takie upodobania.

Wieczorkiem znowu powrót do miasta. Tutaj już jakby troszeczkę więcej ludzi, straganików

- kontynuuje swoją relację 39-latek. Po powrocie do ośrodka chciał wybrać się na popularny dancig. Nie udało mu się jednak wziąć udziału w tanecznej zabawie, ponieważ przyszedł za szybko lub za późno. Na sali nie było nikogo, po pokoju migały jedynie światła.

 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: