W styczniu padamy ofiarą tajemniczego syndromu. Atakuje z zaskoczenia. Psycholodzy: Osłabia potencjał

Nowy rok, nowi my, a styczeń jak zawsze ciągnie się w nieskończoność. Choć pierwsze dni po sylwestrze motywują do pracy nad sobą, te późniejsze wydają się znacznie dłuższe niż standardowo. I nie jest to przypadek. Według psychologów padamy ofiarą tajemniczego syndromu.

Czy wy również odnosicie wrażenie, że styczeń ciągnie się za nami jak ślimak? Dzień mija za dniem, życie pędzi, śnieg zdążył pokryć ziemię już pięć razy  - i tyle razy stopnieć - a miesiąc numer jeden trwa, tocząc się za nami jak natrętny kolega, którego chcemy się za wszelką cenę pozbyć. Mimo wszystko nie jest to kwestia tak zwanego "odnoszenia wrażenia". Według ekspertów styczeń jest już na starcie skazany na miano najdłuższego miesiąca w roku. Powód? Wszystko przez to, że zamyka najbardziej beztroski okres w roku.

Zobacz wideo Przemysław Staroń: Bardzo lubię tę narrację – nie trzeba cię naprawiać, ponieważ nigdy nie byłeś zepsuty

Ile dni ma styczeń? W naszych głowach jest ich znacznie więcej niż w rzeczywistości

Pierwszy miesiąc, najgorszy miesiąc - podkreśla psycholożka Chloe Carmichael, z którą portal New York Post postanowił porozmawiać na temat syndromu przedłużającego się stycznia. Według ekspertki jednak nie jest to kwestia tego, że początek roku jest rzeczywiście dłuższy niż jego końcówka. Wydaje się tak jedynie dlatego, że wszystko w naszej głowie woła jeszcze o odrobinę beztroski Bożego Narodzenia.

Dostajemy prezenty, albo dajemy prezenty. Obserwujemy, jak nasi bliscy doświadczają magii świąt, świąt, które często my dla nich organizujemy. To zalewa nasz organizm dopaminą i czujemy się z tym wyjątkowo dobrze

- mówi Chloe Carmichael. Święta są piękne i radosne zwykle nie tylko w stereotypach, a w czasie ich trwania w ludzkich organizmach rzeczywiście obserwuje się wzrost dopaminy, zwanej hormonem szczęścia. Oczywiście to duża generalizacja, ale gdybyśmy szukali odpowiedzi na to, dlaczego na początku roku czujemy się wyczerpani i znudzeni, hormony mogą być dobrym tropem.

Po Bożym Narodzeniu szczęśliwe substancje się wyczerpują, a my możemy odnieść wrażenie, że ktoś wyciągnął nas spod emocjonalnego dywanika. To duży kontrast w stosunku do grudniowego oczekiwania na spotkanie z bliskimi

- dodaje psycholożka. Kolejna kwestia to sprawy finansowe.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale czasem to przez nie jesteśmy nieszczęśliwi

Duże znaczenie dla gorszego samopoczucia na początku roku może mieć także kwestia tego, jak wiele pieniędzy wydaliśmy przed samym Bożym Narodzeniem. Żyjąc w świątecznym szale, oglądamy świat przez różowe okulary. Budzimy się jednak dopiero gdy na stoliku pojawią się rachunki do opłacenia, a na koncie wyraźnie widać braki. Mamy inflację. Jest ciężko.

W gospodarce dotkniętej inflacją świąteczne wydatki mogą odbić się na naszym samopoczuciu. Nie mówiąc już o ciemności, skróconych dniach połączonych z kiepską pogodą. To osłabia potencjał do spotkań towarzyskich

- tłumaczy Chloe Carmichael. Wtóruje jej psycholożka Pauline Wallin, według której dodatkowym aspektem wpływającym na zły humor w styczniu jest nieunikniony powrót do codzienności.

Złe samopoczucie po nowym roku. Czasami to kwestia nudnych obowiązków

- Niektóre osoby mogą odczuwać presję związaną ze świadomością upływu czasu, ponieważ styczeń to początek nowego roku - tłumaczy Pauline Wallin. Według ekspertki magia świąt rzeczywiście zabiera nas do nowego wymiaru. Wszyscy jesteśmy dla siebie milsi, życzymy sobie samych wspaniałości i lepszych dni na nowy rok - a gdy już się w tym nowym roku spotykamy, wciąż jest tak samo. Czemu nic się nie zmienia?

Często odczuwamy presję, gdy patrzymy wstecz na to, co zdążyliśmy zrobić, a czego nie zdążyliśmy zrobić w zeszłym roku. Boimy się tych nadchodzących miesięcy.

- dodaje psycholożka. Czy istnieje zatem recepta na to, by pozbyć się złego humoru w tym czasie? Każdy musi odnaleźć swoją. A jeśli czujecie, że macie z tym trudności, dobrze skonsultować swoje przemyślenia ze specjalistą.

Więcej o:
Copyright © Agora SA