Ten dźwięk z kosmosu miał być dowodem na istnienie kosmitów. Nowe badania wykazują: To zwykła ciężarówka

Temat sygnałów wysyłanych nam przez tak zwanych kosmitów wciąż powraca. Dla zwolenników teorii o istnieniu pozaziemskich cywilizacji najnowsze doniesienia naukowców mogą być rozczarowujące. Choć twierdzono, że jest to dowód na istnienie obcego życia, dziś poznaliśmy zaskakującą prawdę. Za to jednak odpowiada człowiek.
Ten sygnał jednak nie pochodził od 'obcych'? Nowe badania rozczarowują - zdjęcie ilustracyjne
Eric Latham/Istock.com

Czy ktoś jeszcze zamieszkuje wszechświat? To pytanie nurtuje wielu. Do tej pory nie zetknęliśmy się bezpośrednio ze śladami innych cywilizacji, a przynajmniej takimi, które zostałyby uznane za oficjalne. Jednak niejednokrotnie snuto plany dotyczące odbierania tajemniczych sygnałów docierających z kosmosu, których pochodzenie wciąż nie jest do końca jasne. Teraz sprawa pad tytułem "kosmici" nabrała rozpędu, ponieważ rozwikłano jedną z największych zagadek. 

Zobacz wideo Miliardy dolarów, by wrócić na Księżyc. Po co nam Misja Artemis? [Next Station]

Sygnał z kosmosu wcale nie pochodził od obcych? Obalono teorię Avi'ego Loeba

Naukowcy z Johns Hopkins University odkryli, że tajemniczy sygnał, który przez lata uchodził za dowód na istnienie tak zwanych obcych, wcale nim nie był. Jak podaje New York Post, w 2014 roku niedaleko wybrzeża Papui Nowej Gwinei w atmosferę wkroczył meteoryt CNEOS 2014-01-08. W 2022 roku potwierdzono, że był to pierwszy zidentyfikowany obiekt tego typu, który pochodził spoza naszego Układu Słonecznego. Na tym jednak nie koniec, ponieważ w 2023 roku Avi Loeb, profesor z Harvardu, postanowił pozyskać resztki meteorytu, a później zdradzić światu, że znalazł ślady obcej technologii, co oznaczało, że w sprawie maczali palce tak zwani kosmici. Choć wiele osób uwierzyło w tę teorię, naukowcy pod kierownictwem sejsmologa Benjamina Fernardo postanowili przeanalizować sygnał, który miał doprowadzić Loeba do miejsca uderzenia meteorytu. Jakie są ich wnioski? Tutaj jednak ciężko mówić o "pozaziemskich działaniach".

Sygnał od "obcej cywilizacji" wysłała nam ciężarówka. Słynny meteoryt jest "zwyczajny"

Szybko okazało się, że dane zostały błędnie odczytane przez profesora Harvardu, a meteor wleciał na ziemskie niebo w innym miejscu, niż ten wskazywał. Eksperci zdradzili również, że miejsce uderzenia meteorytu prawdopodobnie oddalone jest aż około 150 kilometrów od obszaru, którym interesowano się podczas zeszłorocznej ekspedycji. 

Rzeczywista lokalizacja meteorytu znajdowała się z dala od miejsca, gdzie ekspedycja oceanograficzna udała się w celu odzyskania jego fragmentów 

- powiedział Fernardo. Jego zdaniem również teoria dotycząca odzyskanych fragmentów nie była prawdziwa, ponieważ te są całkowicie "zwyczajne" i nie noszą śladów pozaziemskiej ingerencji. Natomiast w najnowszym raporcie Pentagonu, można przeczytać, że i tym razem "nie znaleziono dowodów na istnienie "technologii pozaziemskiej". Co najciekawsze, za fale dźwiękowe, które miały być oznaką obcego życia, prawdopodobnie odpowiadała zwykła ciężarówka

Sygnał zmieniał kierunek, dopasowując się do drogi biegnącej nieopodal sejsmografu

- wyjaśnił sejsmolog.

Więcej o: