Nocne niebo potrafi zaskakiwać. W ostatnim czasie wielokrotnie rozwodzono się na temat tajemniczych wirów, które wbrew pozorom, wcale nie są takie tajemnicze. Choć na samym początku wiele osób uważało, że te przypominają portale, z których mogą korzystać pozaziemskie cywilizacje, prawda okazała się zupełnie inna. To też jest dziełem człowieka.
Tym razem zdjęcia zrobili Freyr Juliusson i Niels Jensen, a te natychmiast wywołały niemałe poruszenie w sieci. Widzimy na nich nie tylko niewielką zorzę polarną, ale także gigantyczne spirale świetlne. Te zostały zauważone w marcu na Islandii oraz Grenlandii i stworzyły nieprawdopodobny spektakl dla miłośników podniebnych obserwacji. Podobne fotografie już kilka razy pojawiały się w mediach, a ludzie dopytywali, czym tak naprawdę jest to rzadko spotykane zjawisko. Spekulacji było wiele, lecz wyjaśnienia naukowców rozwiały wszelkie wątpliwości oraz dały kres licznym teoriom o "magicznych przejściach" lub zwykłej obróbce w programach graficznych.
Przecież to Blue Beam, albo faktycznie gwiezdne wrota. Ruszamy
Wygląda jak przejście do innej czasoprzestrzeni
- komentowali internauci.
Prawda na ten temat może być dla niektórych nieco rozczarowująca. Otóż okazuje się, że za powstawanie zapierających dech w piersi wirów odpowiada firma należąca do Elona Muska.
Powstało w wyniku zrzutu paliwa z drugiego członu wystrzelonej rakiety Falcon 9 od SpaceX
- tłumaczą Lubuscy Łowcy Burz na Facebooku. Już wcześniej eksperci wyjaśniali, że zjawisko jest efektem ubocznym działań SpaceX. Trajektoria lotu rakiety przypomina spiralę, a wypuszczane przez nią resztki paliwa mogą przyczynić się do powstawania niewielkich, odbijających światło kryształów.
Kiedy paliwo zostało wyładowane, rakieta znajdowała się około 500 km nad Ziemią. Wystarczająco wysoko, aby paliwo zostało podświetlone, a także wystarczająco wysoko, aby działanie to nie miało znaczącego wpływu na naszą atmosferę (...) Rakieta podczas tego działania obraca się, tworząc zrzutem spiralny wzór
- wyjaśnia Richard Easther, profesor fizyki na Uniwersytecie w Auckland, cytowany przez GeekWeek. Właśnie dlatego, w ciągu ostatnich kilku lat, podobne wiry pojawiały się na niebie wielokrotnie i zawsze miały bezpośredni związek ze startem rakiety.