Miłośnicy kawy coraz częściej martwią się suszą i upałami zagrażającymi plantacjom brazylijskim czy wietnamskim. Tymczasem naukowcy donoszą o odkryciu "nowego" gatunku kawy, który dobrze znosi wyższe temperatury i suszę, a do tego ma aromat zbliżony do arabiki. W obliczu gwałtownego wzrostu cen i niepewnych zbiorów odkrycie gatunku Coffea liberica i jej krewnych wprowadza nadzieję. Specjaliści podkreślają, że dzięki niemu kawa wcale nie musi stać się rzadką i drogą rozkoszą, a jej przyszłość może opierać się na jeszcze większym wachlarzu ziaren, "szytych na miarę" zmieniającego się klimatu.
Obecnie niemal cała globalna produkcja kawy opiera się na arabice (Coffea arabica) i robuście (C. canephora). Pierwsza, ceniona za delikatny, złożony smak, wymaga chłodniejszego klimatu i jest wyjątkowo podatna na choroby oraz szkodniki. Druga jest natomiast bardziej odporna i łatwiejsza w uprawie, lecz jej smak bywa określany jako cięższy i mniej subtelny.
Wraz z kryzysem klimatycznym obie odmiany stoją jednak przed poważnym wyzwaniem. Susze, fale upałów, a także niespodziewane przymrozki prowadzą do dramatycznych spadków plonów. To z kolei przekłada się na wzrost cen i obawy o stabilność rynku kawy. Naukowcy coraz częściej więc spoglądają w stronę zapomnianych dotychczas gatunków, które mogą sprostać ekstremalnym warunkom.
Jedną z głównych nadziei są właśnie Coffea liberica i jej krewni. Przez lata libericę traktowano jako egzotyczną ciekawostkę - "trzecią" kawę obok arabiki i robusty. Uprawiano ją lokalnie w Liberii czy Azji Południowo-Wschodniej, a jej udział w rynku nie przekraczał 1 proc. Jednak najnowsze badania genetyczne opublikowane w Nature Plants zmieniły ten obraz.
Okazało się, że liberica to w rzeczywistości trzy odrębne gatunki: Coffea liberica sensu stricto, C. dewevrei (znana też jako excelsa) oraz C. klainei. Każdy z nich wykazuje inne przystosowania do trudnych warunków. Dewevrei lepiej znosi suszę i niskie opady, liberica radzi sobie przy naprzemiennych sezonach deszczowych i suchych, a klainei - choć wciąż słabiej poznana - może mieć cenne właściwości adaptacyjne.
Eksperci podkreślają, że liberica i excelsa mogłyby być uprawiane tam, gdzie arabika i robusta zawodzą - na nizinach, w wyższych temperaturach, przy dużym ryzyku suszy. Dodatkowo pierwsze testy smakowe dają obiecujące wyniki. Degustacje innego zapomnianego gatunku - Coffea stenophylla - wykazały, że aż 81 proc. ankietowanych uznało jej smak za porównywalny z arabiką, a w skali SCA zdobyła 80 punktów, czyli granicę kawy "speciality". To pokazuje, że nowe gatunki mogą nie tylko przetrwać, ale i smakować wyśmienicie.
Polacy należą do czołówki europejskich konsumentów kawy - ponad 80 proc. dorosłych sięga po nią codziennie. Choć sami nie mamy klimatu sprzyjającego uprawom, w kraju dynamicznie rośnie liczba palarni specialty i świadomych konsumentów. Polska jest też liderem importu kawy w Europie Środkowo-Wschodniej i coraz częściej stawia na bezpośrednie zakupy od plantatorów.
Pojawienie się "nowych" gatunków, takich jak liberica czy stenophylla, otwiera przed naszym rynkiem ciekawe perspektywy. Dla "rodzimych plantatorów" raczej nie będzie to rewolucja - uprawy pod polskim niebem są bowiem niemożliwe. Jednak dla palarni i kawiarni to szansa na poszerzenie oferty o unikalne, odporne odmiany. Większa różnorodność ziaren to nie tylko ciekawsze mieszanki, ale także większe bezpieczeństwo dostaw w czasach kryzysów klimatycznych.
Już dziś polskie firmy inwestują w etyczne, ekologiczne projekty kawowe w Afryce czy Ameryce Łacińskiej. Jeśli dalsze badania nad libericą i jej krewnymi potwierdzą ich potencjał, z pewnością szybko trafią także do naszych palarni i filiżanek.
Źródła: "The re-emergence of Liberica coffee as a major crop plant", phys.org, reuters.com, smithsonianmag.com
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.