Do słynnej kradzieży doszło w 2017 roku. Upojna noc skończyła się dla pewnego mężczyzny dość nieprzyjemnie. Tej imprezy z pewnością długo nie będzie dane mu zapomnieć. Dlaczego ukradł 2000-letniego kciuka? To była forma zabawy.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Niespełna 6 lat temu Michael Rohana stał się "sławny" za sprawą swojego niebanalnego czynu. Mężczyzna był jednym z gości imprezy, która odbywała się w muzeum w Filadelfii. Wygląda na to, iż bawił się tak dobrze, że nawet postanowił "porozmawiać" i sfotografować się z jedną z tamtejszych figur. Rohana wszedł na wystawę chińskich wojowników z terakoty, których odnaleziono w grobowcu Qin Shi Huanga, pierwszego cesarz Chin. Niestety selfie nie było wystarczającą pamiątką i mężczyzna postanowił przywłaszczyć sobie kawałek kciuka jednego z posągów. Pracownikom muzeum niestety nie umknął fakt o tajemniczym zaginięciu palca, a sprawą zajęło się FBI. Sprawcę zdradziły nagrania z monitoringu, na których funkcjonariusze zobaczyli, jak Michael ułamuje element należący do jednej z figur.
Agenci FBI natychmiast odwiedzili Michaela w jego własnym domu, a ten oddał im kciuk, który przez cały ten czas znajdował się w jednej z szuflad. Niewinny imprezowy wybryk szybko okazał się ogromnym błędem. Michael pierwotnie dostał zarzut kradzieży i ukrycia przedmiotu będącego dziedzictwem kulturowym, za co groziło mu nawet 30 lat więzienia. Natomiast został on wycofany ze względu na zawartą z oskarżonym ugodę. Pierwsza rozprawa Rohana odbyła się w 2019 r. Niestety ława przysięgłych nie mogła dojść do konsensusu, a prawnik podejrzanego bronił klienta, twierdząc, iż był to jedynie "pijacki błąd", który należy uznać jako "młodzieńczy wandalizm". Sprawa zyskała tak duży rozgłos, że głos zabrali także urzędnicy z Chin, twierdzący, iż władze muzeum wykazały się nieostrożnością, a winny zdarzenia zasługuje na surową karę. Ostateczna rozprawa ma odbyć się 17 kwietnia 2023 roku w Filadelfii.