Nie tak dawno Ewa Minge postanowiła pokazać na Instagramie dramat koni nad Morskim Okiem. Teraz dołączyła do niej Edyta Golec - altowiolistka i wokalistka, współtworząca zespół "Golec uOrkiestra", a prywatnie żona Łukasza Golca. W wywiadzie dla "Pomponika" nie brakowało ostrych słów.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Kontrowersyjny i nieustający problem bryczek na Morskie Oko był poruszany już niejednokrotnie zarówno przez gwiazdy, jak i organizacje broniące praw zwierząt. Mimo to nic w tym temacie się nie zmieniło, a turyści wciąć doprowadzają konie do wyczerpania. Serwis "Pomponik" postanowił zapytać o zdanie na ten temat kolejną celebrytkę Edytę Golec, która wywodzi się z górskich okolic. Piosenkarka chętnie podzieliła się swoimi odczuciami, znajdując argumenty zarówno za jak i przeciw.
Myślę, że to jest praca dla wielu furmanów, którzy wożą i usługują. Oczywiście krytykuję i zawsze będę krytykowała złe traktowanie zwierząt. Serce pęka, jak się widzi, jak te konie cierpią, bo może są niedożywione, słabe, przemęczone.
- wyznała Edyta, nie kryjąc emocji. Dodaje również, że zawsze będzie przeciwna złemu traktowaniu koni.
Faktycznie, jeśli zwierzęta są źle traktowane, to nóż się otwiera w kieszeni i absolutnie tego nie pochwalamy.
- stwierdziła. Postanowiła jednak lekko stanąć w obronie górali, powożących bryczkami. Sama pochodzi z góralskiej rodziny, w której mieli wiele hodowlanych zwierząt.
Edyta Golec znalazła jednak słowa usprawiedliwienia dla furmanów. Wie, jak wygląda życie w górach, i nierzadko dla tych ludzi jest to główne źródło zarobku.
Myślę, że większość właścicieli tych koni patrzy się z sercem, bo to jest ich chleb. Czasami zdarzają się różne wypadki. Jako dziecko ze wsi też mieliśmy gospodarstwo, mieliśmy barany. Schodziliśmy kiedyś z hal z tymi baranami i jedna owca padła nam na ziemi. Okazało się, że po prostu jej pękło serce.
- opowiada dziennikarzowi "Pomponika" historię ze swojego dzieciństwa. Przykład, który podała, niestety mało ma wspólnego z rzeczywistą sytuacją koni na Morskim Oku, które zwyczajnie są przemęczone wożeniem w upale tak dużej ilości turystów.
Czasem są takie sytuacje, których się nie przewidzi i to nie jest kwestia tego, że ktoś nie zadbał o to zwierze. Po prostu miało wadę serca i tego nikt nie stwierdzi.
- dodaje usprawiedliwiająco. A co wy o tym sądzicie? Czy górale, utrzymujący się z powożenia bryczkami powinni poszukać innej pracy, czy może lepiej zadbać o swoje konie?