Toby Quinn pochodzi z Sunderland w Wielkiej Brytanii, gdzie uczęszcza do szkoły. Ostatnio postanowił sprawić sobie nową fryzurę. Postawił na przycięcie włosów na bokach i pozostawienie dłuższych kosmyków z tyłu. Choć wcale nie brzmi to, jak dziwny wymysł, jego nauczyciele mieli odmienne zdanie na ten temat. Z powodu niesymetrycznego uczesania, musiał tłumaczyć się przed dyrektorem placówki. Później było jeszcze gorzej.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Taka fryzura była niegdyś bardzo modna i decydowało się na nią większość chłopaków. Choć dzisiaj już coraz ciężej uświadczyć ją na głowach młodego pokolenia, to nie znaczy, że jest "niedopuszczalna" - a tak właśnie uznali nauczyciele 15-latka. Z tego powodu Toby wylądował na tzw. dywaniku u dyrektora i usłyszał wiele gorzkich słów, a nawet i polecenie dotyczące zmiany uczesania. Dano mu na to siedem dni.
Jego nauczyciele powiedzieli, że zmienili zasady dotyczące strzyżenia. Nie pozwolono mu mieć takiej fryzury i kazano ją obciąć. (...) Uważana jest za coś ekstremalnego, niedopuszczalnego i nieprofesjonalnego
- powiedziała Naomi Jenkins, mama ucznia, w rozmowie z Sunderland Echo. Co więcej, szkoła zdecydowała się na dość nietypową karę. Toby został odizolowany od reszty uczniów i resztę tego pełnego niespodzianek dnia spędził w kompletnej samotności. O sprawie poinformowano także jego najbliższych, jednak ci mieli pewne wątpliwości co do decyzji, jakie zostały podjęte przez nauczycieli oraz dyrekcję. Ostatecznie postanowili wykorzystać tę sytuację.
Sprawa szybko stała się bardzo głośna, a w mediach wybuchła gorąca dyskusja na temat obowiązującego w szkołach systemu. Wygląda na to, że najmniej zainteresowany tym zamieszaniem był sam Toby Quinn, ponieważ w tym momencie myślał o czymś zupełnie innym. Stwierdził, że rozgłos daje mu duże możliwości, jednak nie na to, żeby bronić swojej osoby, lecz, by pomóc innym. 15-latek zorganizował zbiórkę pieniędzy dla organizacji charytatywnej Newcastle Hospitals Charity. Jego celem było wsparcie finansowe oddziału, który w zeszłym roku uratował życie jego ukochanemu dziadkowi. W obliczu takiego zachowania ucznia nawet dyrektor poszedł na "ugodę" i wydłużył termin na pozbycie się fryzury, od której wszystko się zaczęło.
Pomyślał, że dobrze byłoby wyciągnąć coś pozytywnego z tej dość absurdalnej sytuacji. Zasugerowałam, że fajnie byłoby zebrać pieniądze dla oddziału, który w zeszłym roku uratował jego dziadka. Zaczęliśmy trzy tygodnie temu. Jego celem było 200 funtów, ale zebrał już ponad 400
- dodała Naomi Jenkins.