Samochód wypadł z promu i poszedł na dno na oczach pasażerów. Właściciel przeżył chwile grozy [WIDEO]

Przewóz samochodu na promie nie jest czymś zaskakującym, jednak tym razem miał on dość nietypowy przebieg. W pewnym momencie zszokowani pasażerowie zorientowali się, że stracili po drodze jeden z pojazdów. Co ciekawe, nie jest to pierwszy tak pechowy incydent, który spotkał właściciela auta.

Do wspomnianego nietypowego zdarzenia doszło 30 marca tego roku podczas rejsu promem z kanaryjskiej wyspy La Gomera na Teneryfę. Warto podkreślić, że samochód zsunął się z pokładu niedługo po wypłynięciu z portu San Sebastian na La Gomerze. Co zatem do tego doprowadziło? Możliwe, że był to po prostu pech, choć należy uwzględnić też inne czynniki.

Zobacz wideo Rozenek zachwyca się promem. "Wyobrażałam sobie, że w śpiworach będziemy spali"

Zasady na promie jasno określają sposób przewozu pojazdów. Co spowodowało więc wypadek?

Jak donosi portal eldiario.es, niefortunny prom należy do firmy Fred.Olsen. Właściciel zatopionego samochodu podróżował klasą Gold, co oznacza, że jego pojazd jest zaparkowany w pobliżu rampy wyjściowej. W normalnych okolicznościach jest to bardzo korzystna opcja, ponieważ umożliwia opuszczenie pokładu w pierwszej kolejności. Niestety tym razem doprowadziła do nieszczęścia. Kierowca zapewnia, że przestrzegał wszelkich zasad bezpieczeństwa. Zaparkował auto z napędem 4×4 ze skręconym kołem i zaciągniętym hamulcem ręcznym. Ponadto procedury obowiązujące na promie przewidują, że pracownicy w razie konieczności podkładają kliny pod koła pojazdów zapobiegające ich niepożądanym ruchom. W tym przypadku do zsunięcia się samochodu miało doprowadzić nieoczekiwane uderzenie fali, choć ocean był spokojny tego dnia. Przewoźnik prowadzi wewnętrzne dochodzenie w tej sprawie, ale oficjalna przyczyna zdarzenia nie jest jeszcze znana. Jak jednak do tego wszystkiego podchodzi sam poszkodowany?

Wyjątkowy pech towarzyszy właścicielowi auta już od jakiegoś czasu. Wcześniej chodziło o jego dom

Do właściciela auta dotarła stacja radiowa Cope Canarias w celu przeprowadzenia wywiadu, na który powołuje się portal canarianweekly.com. Matías przyznaje, że moment zorientowania się, że to właśnie jego samochód tonie, był trudnym doświadczeniem.

Byłem w szoku. Przez moment nie mogłem sobie przypomnieć, czy zostawiłem tego dnia moje psy w domu, czy były w samochodzie

- wspomina mężczyzna. Na szczęście czworonogi były bezpieczne w domu, ale Matías zaznaczył, że był gotów skoczyć do wody, aby je ratować. Poszkodowany uważa, że zawiniły fale i choć dopuszcza możliwość wystąpienia błędu ze strony ludzi, to nie wspomniał o zamiarach pozwania właścicieli promu. Co ciekawe, podczas rozmowy wyszło też na jaw, że w 2021 roku Matías stracił dom, gdy erupcja wulkanu Cumbre Vieja na La Palmie zalała go lawą. Mimo to mężczyzna nie traci optymistycznego nastawienia, a o domu zalanym lawą i zatopionym samochodzie mówi z humorem.

Poza wygraną na loterii mam wszystko

- żartuje. Niewykluczone jednak, że tym razem winny był nie tylko pech. Około półtora roku temu z promu Fred.Olsen na tej same trasie zsunął się inny samochód.

Więcej o:
Copyright © Agora SA