Schronisko oskarżone o uśpienie zdrowej kotki. Mruczek uciekł z domu. Jest kolejną "ofiarą"

Młodziutka, zaledwie sześciotygodniowa kotka uciekła z posesji swojej właścicielki w Czerwionce-Leszczynach. Po tym, jak trafiła do weterynarza, już nigdy nie wróciła do domu. Pani Sabina zarzekła się, że tego tak nie zostawi. Emilka miała być zupełnie zdrowa, gdy wychodziła z domu.
K_Thalhofer/Istock.com

Zdaniem pani Sabiny, sąsiadki kobiety z Czerwionki-Leszczyn, która straciła kota, wszystkie zwierzęta, które trafiają do schroniska w Rybniku, są usypiane. Po tym, jak pupil jej przyjaciółki uciekł z domu, rozpoczęła się prawdziwa batalia. Nieupilnowane zwierzę przypłaciło za to życiem, mimo iż miało być w doskonałym zdrowiu.

Zobacz wideo Jak pozbyć się sierści pupila z kanapy? Wypróbuj jeden z paru sposobów

Co zrobić gdy zaginął kot? Trzeba reagować od razu. Sąsiadka właścicielki poszukiwała Emilki

Pani Sabina w rozmowie z portalem o2 podzieliła się tragiczną historią. Kilkutygodniowa kotka Emilka jej chorej przyjaciółki uciekła z mieszkania w Czerwionce-Leszczynach w piątek, 21 czerwca 2024 roku. Zwierzę miało zostać odnalezione przez Straż Miejską i odwiezione do schroniska w Rybniku. Tam weterynarz miał podjąć bulwersującą decyzję o uśpieniu kociaka. Mieszkanka jest przekonana, że pupil był w doskonałym zdrowiu i powinien wrócić do domu.

Emilka była zdrowa, zadbana. W tamten piątek gdzieś zaginęła, uciekła z posesji. Firma, na której teren weszła, zgłosiła sprawę Straży Miejskiej. Strażnicy zawieźli go do schroniska w Rybniku. Po godzinie 14:00 dzwoniłam do kierownika. Powiedział, że kot do nich nie trafił. W Straży Miejskiej powiedzieli, że kota zawieźli do schroniska.

- opowiada pani Sabina dla o2, nie ukrywając roztrzęsienia. Przez cały weekend miała trudność z kontaktem ze służbami i nie wiedziała, co dokładnie dzieje się z zaginioną Emilką. W poniedziałek rano zaś otrzymała wraz z przyjaciółką druzgoczącą informację. Kot został uśpiony.

Złe wiadomości: Rybnik podobno usypia zdrowe zwierzęta. Tak twierdzi pani Sabina i chce z tym walczyć

Pani Sabina postanowiła przejrzeć regulamin schroniska w Rybniku. Według niego wszystkie koty, które trafiają pod opiekę, mają zostać poddane leczeniu do momentu odnalezienia swojego domu. Nie ma nawet mowy o usypianiu zwierzęcia. Dodaje również, że to organizacja powinna szukać właściciela zguby, zamiast pozbywać się problemu. Kierownik obiektu, pan Przemysław Plucik zaprzecza doniesieniom.

Mieliśmy zgłoszenie od Straży Miejskiej dotyczącą kota, który jest chory. Powiedzieli, że go nam przywiozą. Przywieźli go w kartonie. Oczy zaropiałe, nos zasmarkany. Nawet go nie braliśmy na schronisko. Od razu został przeniesiony do samochodu służbowego, pracownik zawiózł go do weterynarza i tyle. My nie mamy wpływu na ocenę stanu zdrowia zwierzęcia i postępowanie weterynarza wobec zwierzęcia. W każdej takiej sytuacji kontaktujemy się z weterynarzem.

- powiedział dla o2, starając się przenieść odpowiedzialność na lekarza weterynarii. Przyznaje jednak, że chore zwierzęta rzeczywiście są usypiane, ale dopiero wtedy, gdy nie ma odpowiednich środków na ich leczenie, a do tego stwarzają zagrożenie zarażenia pozostałych mieszkańców schroniska. Pani Sabina nie dała jednak za wygraną. Skontaktowała się z burmistrzem Czerwionki-Leszczyn, który obiecał jej, że zajmie się sprawą. Póki co nie jest znany dalszy przebieg tej tragedii.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: