Artur Żmijewski od lat gra w filmach i teatrach, jednak największą sympatię widzów zyskał na początku XXI wieku, gdy wcielił się w rolę doktora Jakuba Burskiego w serialu "Na dobre i na złe", za którą został trzykrotnie nagrodzony Telekamerą "Tele Tygodnia". Kilka lat później Polacy pokochali go na nowo, tym razem jako księdza Mateusza Żmigrodzkiego, który co rusz rozwiązywał najbardziej skomplikowane sprawy kryminale w produkcji "Ojciec Mateusz". Choć aktor jest niezwykle rozpoznawalny i lubiany, rzadko kiedy w swoich wywiadach opowiada o życiu prywatnym i unika medialnych wydarzeń. Czasami jednak pokazuje się z żoną Pauliną, która od ponad 30 lat jest jego największą miłością.
Artur Żmijewski poznał swoją przyszłą żonę w 1984 roku, gdy oboje chodzili do liceum w Legionowie. On miał wówczas 18 lat i choć Paulina Petrykat była dwa lata młodsza, szybko go zauroczyła. Nastolatka również była zainteresowana starszym kolegą, dlatego to właśnie ona postawiła pierwszy krok i zaprosiła go na randkę. Między uczniami niemal od razu zaiskrzyło i zostali parą. Po maturze kobieta rozpoczęła naukę na Politechnice Warszawskiej, a młody aktor poszedł do Akademii Teatralnej. Okres studiów okazał się jednak poważnym sprawdzianem dla związku zakochanych. Mężczyzna poznał wówczas Magdalenę Wójcik, dziś znaną z takich produkcji jak "Klan" czy "Złotopolscy". Niedawno pisaliśmy, że aktorka opowiadała o dwóch wielkich miłościach, jakie ją w życiu spotkały, a jedną z nich mógł być właśnie Artur Żmijewski. Potwierdzają to także słowa ich znajomych.
Wpadła mu w oko śliczna, długowłosa blondynka o namiętnych ustach. (...) Wywarła wtedy na nim tak wielkie wrażenie, że zupełnie stracił głowę i zerwał z Pauliną
- opowiadali przyjaciele pary w rozmowie z magazynem "Świat i Ludzie". Szybko jednak okazało się, że to tylko przelotne zauroczenie, ponieważ aktor wrócił do Pauliny.
W 1992 roku Artur Żmijewski i Paulina Petrykat stanęli na ślubnym kobiercu. Rok później na świat przyszło ich pierwsze dziecko, córka Ewa.
Uwiodła mnie od razu, gdy wziąłem ją w ramiona. I tak już pewnie zostanie do końca. Paulina bała się kąpać małą, mówiła, że mam pewniejszą rękę i to ja powinienem zajmować się kąpaniem Ewy. Jak było trzeba – przewijałem córkę... I tak narodził się we mnie ojciec
- wspominał aktor w jednym z wywiadów, cytowany przez portal Plejada. W 2000 roku rodzina powitała drugie dziecko - Karola. Natomiast dwa lata później trzecie - Wiktora. Z uwagi na nieregularny tryb pracy na planie filmowym i w teatrze, Żmijewscy nie mogli w pełni cieszyć się z życia rodzinnego.
Żałuję, że nie byłem lepszym ojcem. Nie widziałem wszystkiego, kiedy dzieciaki dorastały. Przegapiłem, kiedy stawały na nogi, mówiły pierwsze słowa. Paulina była przy nich, ja nie. Choć dzień ich urodzin był święty, podporządkowywałem temu grafik, opuściłem wiele przedstawień szkolnych, nie było mnie, gdy córka i synowie coś przeżywali. (...) Bycie aktorem łączyło się z wyrzeczeniami, a koszt ponosiła rodzina
- relacjonował aktor w wywiadzie z "Twoim Stylem". Dziś wydaje się, że wszystko wróciło na właściwe tory. Dzieci są już dorosłe, "wyfrunęły z gniazda" i rozpoczęły własne kariery. Ewy kształtuje umiejętności wokalne w Stanach Zjednoczonych, gdzie poznała piosenkarkę Shandy, z którą dziś tworzy szczęśliwy związek. Karol poszedł w świt gastronomii, a Wiktor zajmuje się fotografią i produkcją filmów. Z kolei Artur i Paulina Żmijewscy niedawno byli widziani razem w Sopocie. Jak relacjonuje "Super Express", małżeństwo spacerowało, trzymając się za ręce i nieustannie się do siebie uśmiechali.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.