Pomysłowy grzybiarz zostawił kartkę. "Rezerwacja kani. Proszę nie zrywać"

Rezerwacja grzybów w lesie brzmi dość absurdalnie, ale okazuje się, że takie karteczki faktycznie można spotkać podczas leśnych wypraw. Czy jednak powinniśmy traktować je poważnie? Historia pokazuje, że trudno odpowiedzieć na to jednoznacznie, ale leśnicy nie mają tutaj żadnych wątpliwości.
Rezerwacja grzybów w lesie czasami jest traktowana bardzo poważnie (zdj. ilustracyjne)
Fot. Lasy Państwowe / Facebook

Grzybiarze często są gotowi do wielu poświęceń, aby zebrać uwielbiane dary lasu. Wstawanie wcześnie rano czy długie wędrówki po lesie to dla większości z nich żaden problem. Czasu jednak nie przyspieszą i czasami trzeba po prostu poczekać na dorodne okazy. Wówczas niektórzy mogą pomyśleć, że problem rozwiąże "rezerwacja grzybów", ale niestety niekoniecznie będzie to skuteczne.

Zobacz wideo Drogie grzyby rosną w centrum miasta! Są jednymi z najsmaczniejszych

Rezerwacja grzybów w lesie czasami jest traktowana bardzo poważnie. Rzadko bywa jednak skuteczna

O rezerwacji grzybów zrobiło się dość głośno już rok temu pod koniec sierpnia. Wtedy to w sieci pojawiło się zdjęcie z napisem na tabliczce: "Rezerwacja kani. Proszę nie zrywać. Problem?". Dalej pojawił się numer telefonu. Komunikat rozbawił wielu internautów, ale dziennikarz "Faktu" postanowił przyjrzeć się sprawie bliżej. Zadzwonił pod podany numer. Autorem okazał się być 23-letni mieszkaniec Wałbrzycha, Adrian.

Znam się na grzybach, a do tego uwielbiam kanie. Spieszyłem się, jak się na nie natknąłem, a poza tym na moje oko brakowało im jeszcze dzień lub dwa, by w pełni dojrzały

- przekazał Adrian dziennikowi. Zapowiedział także, że zamierzał po upragnione kanie wrócić. Nie do końca wiadomo, czy faktycznie je zebrał, ale historia doczekała się kontynuacji z innego źródła. Tym razem był to screen rozmowy SMS-owej z numerem podanym na tabliczce z rezerwacją. Ktoś wysłał zdjęcie upieczonych grzybów z podpisem: "Dobre kanie", na co otrzymał od grzybiarza niezbyt uprzejmą odpowiedź. Czy jednak taka reakcja była uzasadniona?

Lasy Państwowe uspokajają. Grzybiarze muszą się jednak spieszyć z podejmowaniem decyzji

Opisaną powyżej wymianę zdań opublikowały na swoim profilu Lasy Państwowe.

Szanowni Państwo, rozwiewamy wątpliwości! Lasy Państwowe nie prowadzą rezerwacji grzybów. Każdy grzyb czeka na pierwszego znalazcę. Jesteśmy pewni, że wystarczy dla każdego

- napisali żartobliwie leśnicy w poście. Co ciekawe, portal o2.pl donosi, że w tym roku również w lasach pojawiają się rezerwacje, ale raczej nie powinniśmy traktować ich poważnie.

Tego rodzaju zachowanie to zwykły prank przeprowadzony przez grzybiarza-żartownisia

- uspokaja w rozmowie z o2.pl Dawid Kontny prowadzący blog Borem, Lasem, Wodą, Bagnem. Jednocześnie dla pewności leśnik potwierdza informację przytoczoną wcześniej: na terenach w obrębie Lasów Państwowych nie można rezerwować grzybów. Pozostaje zatem pytanie, czy Adrian z Wałbrzycha też żartował. W rozmowie z "Faktem" mężczyzna wydaje się podchodzić do sprawy dość poważnie. Z drugiej strony, czy naprawdę zależało mu na kaniach na tyle, żeby wracać się z wydrukowaną kartką informującą o rezerwacji?

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: