Uber w Zakopanem rozbija bank. Tyle płacą za kursy. "Za takie pieniądze to my jeździmy do Katowic"

Od kiedy w Zakopanem pojawili się kierowcy Ubera, taksówkarze narzekają na konkurencję, która wprowadza istne zamieszanie. Choć miała być to tańsza i wygodniejsza alternatywa dla klasycznych przejazdów, rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Co rusz dochodzi do nietypowych incydentów, na których cierpią sami pasażerowie. Muszą też więcej płacić.
Uber kontra taksówka w Zakopanem. Turyści płacą krocie - zdjęcie ilustracyjne
Sanya Kushak/Istock.com

Temat "wojny", która wybuchła między kierowcami taksówek a osobami obsługującymi przejazdy zamawiane poprzez aplikację poruszyła "Gazeta Wyborcza". Jak relacjonują dziennikarze, miejscowi taksówkarze są zdania, że ich konkurencja nie zna miasta i jest znacznie droższa. Ile zatem kosztuje taki przejazd w Zakopanem? Według niektórych za cenę krótkiej wycieczki można by pojechać do innego miasta.

Zobacz wideo Ustroń lepszą wersją Zakopanego? Sprawdziliśmy to!

Taksówki w Zakopanem są tańsze od Uberów? "Za takie pieniądze to my jeździmy do Katowic"

Pojawienie się nowych przewoźników w Zakopanem miało dać większe możliwości mieszkańcom oraz turystom, jednak na ten moment można mówić jedynie o rozczarowaniach. Oferowane ceny są niezwykle wysokie, a wątpliwości budzi również zachowanie kierowców, którzy nie stosują się do podstawowych zasad. Coraz więcej podróżujących zgłasza, że przejazdy z aplikacji są znacznie droższe niż tradycyjne usługi. Jak sprawdziła redaktorka Onetu, podróż z dworca do pensjonatu na Uberze kosztowała 39 złotych. Za tradycyjny przejazd zapłaciła zaś 35 złotych. Choć w tym przypadku różnica nie jest zbyt duża, warto zaznaczyć, że to nowoczesna forma podróżowania miała być tą tańszą.

Od dwóch lat jeżdżę na tych samych stawkach, podczas gdy wielu taksówkarzy na Podhalu ma wyższe ceny. Jednak nawet one nie dorównują stawkom Ubera, gdzie za półtora kilometra żądano od 50 do 70 złotych. To absurd – żaden taksówkarz w Zakopanem nie weźmie więcej niż 30 złotych za taki kurs

- twierdzi jeden z taksówkarzy, cytowany przez "Wyborczą". Mieszkaniec Krakowa zdradził natomiast, że jego znajomi wybrali się Uberem na Podhale, a kierowca zażądał od nich tysiąc złotych

Szok, coś niewiarygodnego. Za takie pieniądze to my jeździmy do Katowic.  Do Krakowa, w rejon dworca głównego lub Balic, jeździmy średnio za 550 zł. Słyszeliśmy, że Uber za taki kurs bierze ok. 680 zł, ale nie że aż tysiąc

- skomentował te doniesienia zakopiański taksówkarz. Problemem są także krótkie przejazdy. Zdaniem niektórych w przypadku przejazdu z aplikacją za 1,5 km można zapłacić nawet do 50 do 70 złotych

To absurd - żaden taksówkarz w Zakopanem nie weźmie więcej niż 30 zł za taki kurs

- zapewnia jeden z kierowców. Mieszkańców oraz turystów martwi jednak coś jeszcze. Na łamach "Wyborczej" Roman Wieczorek z Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem zdradził, że od jakiegoś czasu funkcjonariusze otrzymują "więcej niż zwykle zgłoszeń od kierowców transportu osobowego".

Uber w Zakopanem. Kierowcy wjeżdżają na stoki i wstrzymują ruch

Do zaskakującego incydentu z udziałem kierowcy Ubera doszło między innymi 11 stycznia 2025 roku. Wówczas w trakcie kursu doszło do zmiany cennika, a gdy podróżujący zaczęli protestować, mężczyzna skorzystał z gazu pieprzowego. Musiała interweniować policja. Były także wycieczki z nartami wystającymi przez okno oraz papierowe tablice rejestracyjne. Niekiedy dochodzi nawet do wręcz absurdalnych sytuacji. Jeden z kierowców tak polegał na nawigacji, że ostatecznie wjechał na stok. Zdaniem lokalnych taksówkarzy tutaj znacznie ma znajomość miasta, czym nie może pochwalić się większość osób pracujących w transporcie przez aplikację.

Zobacz też: 15-latka ukradła kameleona z zoologicznego. Twierdzi, że chciała mu pomóc. Był warty 1,4 tys. zł

Większość kierowców Ubera to osoby spoza Podhala, które nie znają Zakopanego. Tymczasem w zatłoczonym i zakorkowanym mieście znajomość terenu jest kluczowa

- komentują. W wielu sytuacjach brak orientacji w topografii miasta kończy się jazdą w złym kierunku, zatrzymywaniem się na zakazach, czy wjazdami na tereny prywatne.

Dziękuje my, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: