Wnioski o zgodę na odstrzał dzikich zwierząt zawsze wiążą się z burzliwymi dyskusjami, w które włączają się zarówno mieszkańcy, jak i aktywiści. Nie inaczej stało się, gdy trzy polskie gminy ogłosiły plan odebrania życia bezpańskim psom. Choć ich zachowania są bezpośrednim zagrożeniem dla ludzi, zdaniem wielu odstrzał nie jest odpowiednim rozwiązaniem.
Do marszałkini województwa łódzkiego Joanny Skrzydlewskiej wpłynął wniosek o pozwolenie na odstrzał od przedstawicieli gmin: Będków, Moszczenica i Wolbórz. Zdaniem urzędników, bezpańskie psy stanowią bezpośrednie zagrożenie dla ludzi, a w szczególnym niebezpieczeństwie znajdują się dzieci.
Nie chodzi o kilka domowych piesków, tylko kilkanaście groźnych dużych dzikich psów, które nigdy nie były udomowione. Psy te przemieszczają się po terenach trzech gmin wiejskich, po polach, lasach, między gminami (nie w mieście). Zagrożone są dzieci idące polnymi drogami na przystanki autobusowe i osoby starsze. Dzika sfora zbliżała się do mieszkańców i nieogrodzonych placów zabaw oraz zabudowań
- czytamy w komunikacie opublikowanym na profilu Wolbórz Miasto i Gmina. Władze podkreślają również, że tę decyzję poprzedzały próby wyłapania dzikich psów. Za to zadanie odpowiedzialne było schronisko obsługujące gminę.
Od kilku miesięcy schronisko dla zwierząt obsługujące gminę nie może tych psów odłowić. Próbowano kilkanaście razy, bezskutecznie. Sytuacja jest dramatyczna, mieszkańcy apelują o pomoc
- dodano w poście na Facebooku. Zaznaczono w nim również, że wpis jest odpowiedzią na falę krytyki dotyczącej podjętej przez urzędników decyzji. Choć gmina ma liczne programy opieki dla zwierząt, na które wydaje około 300 tysięcy złotych, w tym przypadku uznano, że wyczerpała swoje możliwości.
Mapujemy teren, na którym pojawiają się dzikie psy i na bieżąco ostrzegamy mieszkańców oraz wzywamy schronisko do odławiania dzikich groźnych psów
- poinformowano.
Władze gmin powoływały się na artykuły 6 i 33 ustawy o ochronie zwierząt, które w wyjątkowych sytuacjach dopuszczają możliwość ograniczenia populacji. Zdaniem mec. Sary Balcerowicz nie doszło tutaj jednak do bezpośredniego zagrożenia, które uzasadniałoby podjęcie tak drastycznych środków.
Zobacz też: Podchodzą do domów i robią rozróbę. Niedźwiedzie z małymi sieją popłoch w Bieszczadach
Nie może być tak, że jak sobie nie radzimy z psami, to do nich strzelamy
- stwierdziła w rozmowie z serwisem TVN24. Jak informuje serwis Fakt, po stronie wszystkich obrońców zwierząt stanęła także marszałkini województwa łódzkiego Joanna Skrzydlewska. Wniosek o odstrzał został odrzucony. Właśnie dlatego urzędnicy zmuszeni są do znalezienia innych sposobów na rozwiązanie problemu związanego z bezpańskimi psami.
Dziękuje my, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.