450-kilogramowy delfin wyskoczył z wody i wylądował na łodzi. "Jak uderzenie pioruna"

Wędkarze z Nowej Zelandii przeżyli wyprawę na ryby, której nie zapomną do końca życia. Jeden z delfinów pływających blisko ich łodzi w pewnym momencie wskoczył na pokład, powodując znaczne zniszczenia. Ssak był tak duży, że mężczyźni nie byli w stanie sami mu pomóc, więc do akcji wkroczyli specjaliści.
Ogromny delfin wskoczył na łódź w Nowej Zelandii (zdj. ilustracyjne)
Fot. Zbynek Pospisil / iStock, Inside Edition / YouTube

Każdy wędkarz marzy o wyjątkowo dużej zdobyczy, ale liczy przy tym raczej na ryby, a nie morskie ssaki. W tym przypadku delfin nie został nawet złowiony, a sam "wprosił się" na łódź. Mimo to Nowozelandczyk Dean Harrison i dwóch jego przyjaciół zachowali zimną krew w obliczu chaosu, dzięki czemu nikomu nie stało się nic poważnego.

Zobacz wideo W Bałtyku zauważono delfina. Płynął równolegle z jachtem, około 9 kilometrów od Gdyni

Ogromny delfin wskoczył na łódź w Nowej Zelandii. Morski ssak spowodował wiele zniszczeń 

Jak donosi agencja Associated Press, do wspomnianego powyżej nietypowego zdarzenia doszło w miniony piątek 28 lutego 2025 roku. Dean Harrison, będący właścicielem prawie pięciometrowej łodzi, wybrał się ze swoimi przyjaciółmi na ryby w pobliżu wyspy Hole in the Rock, malowniczego miejsca na dalekim północnym wybrzeżu Nowej Zelandii. W wodzie wokół nich pływały delfiny. W pewnym momencie padł na nich wielki cień i rozpoczął się chaos.

Ten [delfin - przyp. red.] postanowił wskoczyć na pokład i się przywitać. W jednej chwili wszystko było w porządku, a potem nagle, jak uderzenie pioruna, w naszej łodzi pojawił się ogromny delfin. Zaczął się miotać i wszystko niszczył

- relacjonował Harrison, cytowany przez AP. Wędkarze donosili później, że zwierzę zniszczyło każdą z ich wędek. Sami w tym czasie starali się zachować bezpieczną odległość, trzymając się na uboczu. Niestety nie było to łatwe z powodu rozmiarów delfina. Harrison przyznał w rozmowie z nowozelandzkim portalem Stuff, że początkowo ocenił jego wagę na 300 kilogramów. Dopiero później specjaliści przekazali mu, że ich gapowicz ważył 420-450 kilogramów i był to samiec butlonosa zwyczajnego w wieku 2-3 lat. Długość jego ciała wynosiła 3,4 metra. W związku z tym mężczyźni szybko stwierdzili, że nie są w stanie sami mu pomóc. Mimo to nie zamierzali pozostać bezczynni.

Wędkarze zaopiekowali się pasażerem na gapę. Niecodzienna akcja ratunkowa zakończyła się sukcesem

Gdy tylko delfin nieco się uspokoił, wędkarze zaczęli polewać go wodą z węża i okryli dodatkowo ręcznikami, by ochronić go przed słońcem. Skontaktowali się również z nowozelandzką agencją ochrony przyrody, która poleciła im skierowanie się do portu oddalonego o około godziny drogi. Tam czekali na nich pracownicy agencji, którzy przy pomocy traktora przetransportowali zwierzę bezpiecznie do wody. Na brzegu pojawili się także członkowie lokalnego plemienia Māori, którzy modlili się za delfina.

Zobacz też: Dziesiątki fok znalazło się na lądzie. Teraz nie mogą trafić do wody. "Możliwe, że porwał je wiatr"

Jeden z wędkarzy odniósł obrażenia ramienia podczas lądowania delfina na łodzi, ale poza tym wszyscy wyszli z tej przygody cało, łącznie ze zwierzęciem. Delfin dostał nawet nowe imię: Tohu, które po maorysku oznacza "znak". Tak się złożyło, że Harrison zastanawiał się też nad imieniem dla swojej łodzi, więc postanowił nazwać ją również Tohu, na cześć delfina-gapowicza. Mężczyźni przyznali, że historia ta mogła mieć tragiczny koniec, włączając w to ich śmierć, ale szczęście zdecydowanie im dopisywało tego dnia.

 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: