Prace remontowe na terenie blokowisk często wiążą się z koniecznością montażu rusztowania, które stawiane jest przed oknami mieszkańców. Konstrukcje te nie sprawiają większych problemów, jeśli są ustawiane na chwilę. Niestety dla osób mieszkających w jednym z katowickich bloków widok na metalowe rury jest już nieodłącznym elementem codzienności. "Wieczny remont" jest ich największym koszmarem.
Jak informuje "Uwaga!" TVN, wszystko zaczęło się od termomodernizacji sprzed kilkunastu lat. Zatrudniona przez spółdzielnię firma nie wykonała jej w odpowiedni sposób, przez co po dwóch latach tynk zaczął pękać. Firma nie dokończyła też izolacji na balkonach i sprawa ostatecznie trafiła do nadzoru budowlanego.
Warstwa ocieplenia odrywa się łącznie z klejem. To oznacza, że najprawdopodobniej podłoże zostało źle przygotowane. Na styku styropian - wełna pęknięcie czy wybrzuszenie jest bardzo poważne. Tam się dłoń mieści. To jest bardzo niepokojące i w każdej chwili może skutkować odpadnięcie
- mówi Mirosław Skórski z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Katowicach. Wówczas podjęto decyzję o zabezpieczeniu elewacji. W efekcie spółdzielnia wynajęła i rozłożyła kolejne rusztowanie, które stoi tam już ponad trzy lata. Nic jednak nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie został wykonany remont. Po prostu utknęli na placu budowy.
Mieszkańcy nie są pozostawieni sami sobie. Na miejscu jesteśmy niemal codziennie, pracownicy administracji są tam prawie codziennie. Niestety, i my, i mieszkańcy musimy czekać. To nie była łatwa decyzja, żeby postawić tam rusztowanie. Ale to była jedyna decyzja, żeby nikomu się nic nie stało
- wyjaśnia Piotr Biernat, rzecznik Spółdzielni Mieszkaniowej "Górnik" w Katowicach.
Zastój sprawia, że blok w centrum Katowic od lat pozostaje zasłonięty dwudziestometrowym rusztowaniem. Choć wiele osób nie może wyjść z podziwu dla "wiecznego remontu", mieszkańcy już dawno przestali się z tego śmiać. Dziś metolowa konstrukcja oraz zawieszona na niej ciemna płachta stanowi dla nich ogromny problem i sprawia, że nie mają ochoty przebywać we własnym domu.
W pochmurny, jesienny dzień jest gehenna, ciemność, nie widać nic. Ale nawet w słoneczny dzień mam w mieszkaniu półmrok. A wynika to z tego, co mam za oknem. Jest depresyjnie tak, że czasami nie chce się wracać do domu. Nawet jak mam dzień wolny, to uciekam. Jadę do znajomych, idę do parku czy robię coś innego
- twierdzi pani Izabela, jedna z mieszkanek bloku. Problemem jest nie tylko brak widoku na świat. Ciemność sprawia, że mieszkańcy muszą częściej korzystać ze sztucznego światła.
Moje rachunki za energię elektryczną drastycznie wzrastają. Najbliższy rachunek mam 280 zł i tak będę płaciła do końca roku
- dodaje pani Izabela. Do tego dochodzą gnieżdżące się w konstrukcji ptaki, próby włamań z wykorzystaniem rusztowania oraz inne problemy.
Zalania wodami opadowymi mieliśmy minimum cztery, pięć razy w roku. Wszędzie pojawiał się grzyb. Woda ściekała za meblami, czego nie widzieliśmy. Panele nam puchły, a meble trzeba było usunąć. Same nowe meble kosztowały około 10 tys. zł plus podłoga i malowanie to następne 10 tys
- wylicza pan Sławomir. Warto wspomnieć, że spółdzielnia za ocieplenie zapłaciła ponad 1,3 mln zł, a za zabezpieczenie elewacji już około 500 tys. zł. Całkowita naprawa tego, co zostało nieprawidłowo zrobione, może zaś wynieść nawet od dwóch do trzech milionów złotych. Ponadto obecnie do czynszu doliczany jest też fundusz termomodernizacyjny. Mieszkańcy powoli tracą cierpliwość i mają za złe spółdzielni, że dopiero po sześciu latach od momentu, gdy tynk zaczął pękać, złożyła pozew do sądu przeciwko wykonawcy.
Nie mogliśmy wynająć innej firmy, w ogóle zająć się naprawą czy remontem elewacji dlatego, że zgodnie z decyzją sądu musieliśmy zabezpieczyć dowody źle wykonanej pracy. Podjęcie jakiejkolwiek czynności groziłoby zatarciem dowodów. Nie ma powodu, żeby mieszkańcy nagle zaczęli płacić za czyjeś nieróbstwo. Za czyjąś źle wykonaną pracę. My musimy te pieniądze odzyskać. Poza sądem niewiele można zdziałać
- zaznacza rzecznik Piotr Biernat. Niestety sprawa w sądzie trwa już pięć lat i istnieje szansa, że skończy się dopiero za kilka kolejnych. Reporterzy "Uwagi!" próbowali skontaktować się z właścicielem firmy odpowiedzialnej za termomodernizację bloku, jednak nie uzyskali komentarza.
Zobacz też: Pokazał mikrokawalerkę w Warszawie. Ma 10,5 mkw. Internauci: Brak kręgosłupa moralnego
Źródła: uwaga.tvn.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.