Herbaty oczyszczające i odchudzające niewątpliwie zrobiły w ostatnich latach furorę. Ich sekret tkwi zwykle w jednym składniku - liściach senesu, czyli krzewu z rodzaju Senna. Napar z senesu rzeczywiście przynosi ulgę przy zaparciach - zawarte w nim sennozydy przyspieszają bowiem perystaltykę jelit i ułatwiają wypróżnienie. Wiele osób sięga po niego, licząc na "detoks" organizmu i szybką utratę wagi. Niestety, to rozwiązanie działa na krótką metę.
Z czasem jelita przyzwyczajają się do silnego bodźca i bez niego przestają funkcjonować prawidłowo. W efekcie problem zaparć powraca ze zdwojoną siłą, a organizm może uzależnić się od środków przeczyszczających. Co więcej, nadmierne i długotrwałe picie senesu grozi zaburzeniem równowagi elektrolitowej, odwodnieniem, bólami brzucha, a w skrajnych przypadkach nawet uszkodzeniem wątroby.
Lekarze ostrzegają, że nawet naturalna herbata z senesu nie jest w pełni bezpieczna - zwłaszcza, jeśli pijemy ją bez umiaru. Zalecają, by sięgać po nią maksymalnie 2-3 razy w tygodniu i nie dłużej niż przez dwa tygodnie z rzędu. Absolutnie nie powinny jej spożywać kobiety w ciąży ani podczas miesiączki, bo zioło to nasila skurcze i może wywołać krwotok lub nawet poronienie.
Coraz więcej państw reaguje na ostrzeżenia naukowców i eliminuje senesowe herbatki ze sprzedaży. Lista jest długa - od Niemiec i Szwajcarii po Wielką Brytanię, Kanadę, Australię czy Nową Zelandię. W tych miejscach wprowadzono zakazy dystrybucji herbat zawierających liście senesu, widząc w nich zagrożenie dla zdrowia publicznego. Właśnie dlatego np. w Niemczech czy Francji produkty te zostały wpisane na "czarną listę"; podobnie, jak niegdyś "modne" tabletki z efedrą lub inne ryzykowne suplementy.
Z kolei w Polsce tego typu ziołowe napary nadal kupimy bez problemu w aptekach i sklepach zielarskich. Mało tego. Cieszą się one sporą popularnością, napędzaną marketingowymi hasłami o "oczyszczaniu z toksyn" i naturalnym odchudzaniu. Czy polscy konsumenci bagatelizują ostrzeżenia? Dopiero od niedawna zaczyna się mówić głośno o skutkach ubocznych senesu. Specjaliści podkreślają, że sam senes stosowany krótkotrwale może być pomocny, ale nadużywany staje się poważnym zagrożeniem dla zdrowia. Warto więc słuchać przestróg lekarzy.
Senes to niejedyna roślina, która trafiła na cenzurowane listy. Innym przykładem jest żywokost lekarski - zioło znane ludziom od starożytności, cenione za przyspieszanie gojenia ran i leczenie bólu stawów. Przez wieki przygotowywano z niego lecznicze maści i okłady, a niektórzy pili też herbatkę z korzenia żywokostu na wrzody żołądka czy kaszel. Dziś wiemy, że żywokost zawiera alkaloidy pirolizydynowe, które mogą poważnie uszkadzać wątrobę i zwiększać ryzyko nowotworów. Już w 2001 r. amerykańska FDA wydała ostrzeżenie i zakazała sprzedaży doustnych produktów z żywokostem, w tym herbat. W ślad za USA poszła m.in. Kanada - tam również wycofano z rynku wszystkie preparaty zawierające żywokost. Mimo to w Polsce nadal kupimy susz z żywokostu, a niektórzy zielarze bronią jego dobrego imienia. Czy mają rację? Nauka konsekwentnie stoi po stronie ostrożności, jednak trudno wykorzenić wielowiekowe przyzwyczajenia.
Tak sprzeczne sygnały dezorientują konsumentów. Podobnie jest z innymi kontrowersyjnymi ziołami - choćby z glistnikiem (jaskółcze ziele) stosowanym kiedyś na trawienie, który okazał się toksyczny dla wątroby i dopiero niedawno trafił na czarną listę także w Polsce. Zanim więc skusimy się na modny napar "cudownie" odchudzający czy "leczący wszystko", warto sprawdzić, co mówią o nim badania i lekarze, a w razie wątpliwości sięgnąć po mniej ryzykowne zamienniki.
Źródła: stronazdrowia.pl, wiadomosci.onet.pl, zywienie.medonet.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.