3 tysiące mandatu. Kierowcy często ignorują ten znak na autostradzie

Osoby podróżujące autostradą powinny mieć oczy dookoła głowy. Przy drodze stosunkowo często pojawiają się tymczasowe znaki, które mogą skutkować sporymi kłopotami. Część kierowców nawet nie zwraca na nie uwagi, natomiast policjanci nigdy o nich nie zapominają. W tym przypadku wcale nie chodzi o ograniczenia dotyczące prędkości.
Kierowcy często ignorują ten znak na autostradzie. Kara to aż 3 tys. zł - zdjęcie ilustracyjne
monticelllo/Istock.com

Europejskie autostrady w ciągu kilku ostatnich dekad przezywały intensywny rozwój, dzięki czemu dziś podróże są znacznie bardziej komfortowe. Obecnie pokonywanie długich odcinków nie jest już żadnym problemem, jednak kierowcy muszą pamiętać o tym, aby dostosować się do przepisów obowiązujących w danym kraju. Na autostradach w Polsce pojazdy osobowe są w stanie rozpędzić się do 140 km/h. Ponadto na tego typu trasach mogą pojawiać się również inne znaki drogowe wskazujące na dodatkowe limity czy ograniczenia. Jednym z nich jest niezbyt popularny znak B-15.

Zobacz wideo Niebezpieczny rajd kierowcy BMW na A1 zakończony w policyjnym areszcie

Mandaty za prędkość. Kierowcy muszą być czujni, by nie stracić nawet kilku tys. zł

Zgodnie z przepisami motocykle, samochody osobowe oraz dostawcze o masie całkowitej do 3,5 t mogą poruszać się po polskich autostradach z prędkością 140 km/h. Ograniczenie dla pozostałych pojazdów wynosi natomiast 80 km/h, a dla autobusów spełniających dodatkowe warunki techniczne - 100 km/h. Stosowanie się do tych zasad jest niezwykle istotne, ponieważ obecnie nawet na takich trasach występują odcinkowe pomiary prędkości. Zachowania kierowców kontrolowane są również przez służby. Osoby, które zignorują zalecenia, muszą liczyć się z dość surową karą. Wszystko za sprawą aktualnego taryfikatora mandatów, który przewiduje następujące mandaty:

  • do 10 km/h kierowcy otrzymują mandat w wysokości 50 złotych oraz 1 punkt karny;
  • od 11 do 20 km/h -100 złotych oraz 2 punkty karne;
  • od 21 do 30 km/h - 200 złotych oraz 4 punkty karne;
  • od 31 do 40 km/h - 800 złotych oraz 6 punktów karnych;
  • od 41 do 50 km/h - 1000 złotych oraz 8 punktów karnych;
  • powyżej 50 km/h - 1500 złotych oraz 10 punktów karnych.

Dodatkowo, w przypadku tak zwanej recydywy drogowej, kwota mandatu zostaje podwojona. Warto o tym pamiętać, szczególnie w momencie, gdy korzystamy ze zjazdów. Wówczas maksymalna dopuszczalna prędkość zazwyczaj jest znacznie niższa niż na samej autostradzie. Prędkość to jednak nie wszystko. Kierowcy mogą natknąć się również na znak, który ma bezpośredni związek z robotami drogowymi.

Znaki drogowe na autostradzie. Znaczenie może mieć nawet szerokość samochodu

Jak informuje serwis Interia, na remontowanych drogach kierowcy mogą mijać znaki odnoszące się do maksymalnej dopuszczalnej szerokości pojazdu poruszającego się po lewym pasie. Znak B-15 oznacza "zakaz wjazdu pojazdów szerszych, niż określono na znaku" i najczęściej pojawia się w miejscach, gdzie konkretny pas został zwężony. Przy pracach drogowych na autostradach najczęściej obowiązują ograniczenia do dwóch metrów. Niestety wiele obecnie produkowanych jest szersza. Warto pamiętać, aby w tym przypadku pod uwagę wziąć także lusterka czy inne wystające elementy. Dodatkowym problemem jest fakt, że w polskich dowodach rejestracyjnych nie widnieje informacja o szerokości pojazdu.

Sprawdź również: Aplikacja wprowadziła ją w błąd. Musiała zapłacić 900 zł za parkowanie. "To jest złodziejstwo"

W Polsce mandat za złamanie znaku B-15 wynosi od 20 do 500 złotych, lecz podobne ograniczenia stosowane są także w Niemczech czy Austrii. W przypadku naszych zachodnich sąsiadów taka kara opiewa na 20 euro, a więc około 85 złotych. Przepisy obowiązujące w Austrii są jednak znacznie bardziej surowe. Osoby poruszające się zbyt szerokimi samochodami mogą zostać ukarane mandatem sięgającym 726 euro, co daje ponad 3 tysiące złotych. Warto zatem zmierzyć swoje auto przed kolejną wyprawą w Alpy.

Źródła: motoryzacja.interia.pl, legaartis.pl, znaki-drogowe.org

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: