W Polsce system fotoradarów działa na ogromną skalę, ale jego skuteczność wciąż pozostawia wiele do życzenia. Choć kamery i odcinkowe pomiary prędkości rejestrują setki tysięcy wykroczeń rocznie, znaczna część spraw kończy się bez mandatu. Dane Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) mówią wprost: ponad połowa zdjęć z fotoradarów i systemów odcinkowego pomiaru prędkości trafia do kosza. Co więcej, rządowy plan na 2026 rok nie zapowiada przełomu. Ministerstwo Infrastruktury zakłada utrzymanie obecnego poziomu skuteczności.
Skala problemu jest duża. W 2024 roku urządzenia CANARD - obejmujące ponad 460 fotoradarów, 69 systemów odcinkowego pomiaru prędkości oraz instalacje rejestrujące przejazd na czerwonym świetle (RedLight) - zarejestrowały ponad milion naruszeń przepisów. Mandaty udało się jednak wystawić tylko w części spraw:
Główną barierą jest obowiązek ustalenia, kto faktycznie prowadził pojazd. Właściciel auta może twierdzić, że za kierownicą siedziała inna osoba, a jeśli wskazuje kogoś spoza UE weryfikacja bywa niemożliwa. Główny Inspektorat Transportu Drogowego przyznaje wprost, że brak skutecznych narzędzi do sprawdzania takich danych powoduje masowe umarzanie postępowań.
W opublikowanym w grudniu planie działalności na 2026 rok Ministerstwo Infrastruktury przyjęło cel, który rozczarował ekspertów: utrzymanie wskaźnika rozstrzygnięć na poziomie 50 proc. w stosunku do ogólnej liczby ujawnionych naruszeń. Oznacza to oficjalne pogodzenie się z faktem, że co drugi kierowca uchwycony przez system nadzoru uniknie kary.
Resort argumentuje, że równolegle realizowane są cele bezpieczeństwa, w tym m.in. zmniejszenie liczby ofiar śmiertelnych wypadków o 2 proc.Krytycy wskazują jednak, że to mało ambitne założenie, zwłaszcza w sytuacji, gdy państwo inwestuje w kolejne urządzenia. W 2025 roku uruchomiono dziesiątki nowych fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości, ale bez zmian w prawie ich obecność nie przekłada się na wyższą ściągalność mandatów.
Wzrost liczby rejestrowanych naruszeń w ujęciu rok do roku wynika ze stale powiększającej się liczby urządzeń rejestrujących. W ostatnim czasie nadzorem systemu RedLight objęto 30 kolejnych skrzyżowań oraz 5 przejazdów kolejowo-drogowych, uruchomiono też 26 nowych fotoradarów i 39 odcinkowych pomiarów prędkości
- informuje, w rozmowie z Interią, Wojciech Król z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.
Jednym z rozważanych kierunków zmian jest przeniesienie większej odpowiedzialności na właściciela pojazdu. W projektach nowelizacji pojawia się pomysł, by to właściciel był zobowiązany do wskazania kierującego i dostarczenia pisemnego oświadczenia o przyjęciu lub odmowie mandatu. Brak reakcji miałby skutkować dodatkowymi sankcjami porządkowymi.
Ustawodawca rozważa też stworzenie rejestru pojazdów, wobec których nie udało się ustalić sprawcy oraz wprowadzenie mechanizmów znanych z innych krajów, np. blokady przeglądu technicznego lub przerejestrowania auta do czasu uregulowania kary.
Takie rozwiązania budzą jednak poważne wątpliwości prawników.Odwrócenie ciężaru dowodu i domniemanie winy właściciela może kolidować z konstytucyjną zasadą domniemania niewinności. Z drugiej strony podobne systemy funkcjonują w wielu państwach Europy Zachodniej i pozwalają skutecznie egzekwować kary, także wobec kierowców z zagranicy.
Na razie nie wiadomo, czy kontrowersyjne zmiany zostaną wprowadzone. Z medialnych doniesień wynika, że prace legislacyjne napotykają opór również wewnątrz administracji.
Źródła: motoryzacja.interia.pl, brd24.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.