Komornik ma prawo do zajęcia części wynagrodzenia dłużnika. Nie zawsze jednak będzie to taka sama kwota. Duże znaczenie ma tu rodzaj zadłużenia, a także wysokość naszych zarobków. Biorąc pod uwagę te czynniki, niektórzy mogą stracić znacznie więcej, podczas gdy inni będą praktycznie chronieni przed zajęciem. Z drugiej strony coraz częściej pojawiają się głosy, aby te przepisy nieco zmienić.
Wysokość zajęcia komorniczego zależy od charakteru zobowiązania oraz formy zatrudnienia. Jak podaje portal forsal.pl, może to być:
Jednocześnie przepisy określają, ile komornik musi zostawić na koncie dłużnika. Zazwyczaj jest ona równa płacy minimalnej obowiązującej w danym roku. W przypadku zatrudnienia na niepełny etat limit ten obniża się proporcjonalnie (przy połowie etatu wynosi 50 proc. najniższej krajowej itd.). Wyjątek stanowią należności alimentacyjne. W tym przypadku kwota wolna od potrąceń w ogóle nie obowiązuje.
Zobacz też: Kupują opony w internecie, a potem płacą gigantyczne kary. Skarbówka może zażądać nawet 96 tys. zł
Od 1 stycznia 2026 roku wzrosła płaca minimalna. Obecnie wynosi 4806 zł brutto, co daje 3605,85 zł "na rękę". Tyle zatem komornik musi zostawić dłużnikowi. Co jednak w sytuacjach, gdy nasze zarobki są równe lub niższe od tej kwoty?
Zgodnie z aktualnymi przepisami komornik nie może przeprowadzić egzekucji z minimalnego wynagrodzenia, chyba że chodzi o świadczenia alimentacyjne. Sytuacja taka rodzi jednak wiele problemów. "Dziennik Gazeta Prawna" zauważa, że dłużnicy są pozornie bezpieczni, ale ich dług nie znika, a odsetki wciąż rosną. Ponadto jest to niesprawiedliwe wobec wierzycieli, którzy nie mogą odzyskać należności. Z tego względu do resortu sprawiedliwości wpłynęła petycja, której autorką jest Katarzyna Gajda, adwokatka i wspólniczka w kancelarii Targosz Gajda Adwokaci.
Złożyliśmy petycję do Ministerstwa Sprawiedliwości, w której postulujemy, by komornicy mogli zajmować część minimalnego wynagrodzenia. Uważamy, że takie rozwiązanie byłoby korzystne zarówno dla wierzycieli, jak i samych dłużników, którzy mogliby stopniowo spłacać swoje zobowiązania
- wyjaśnia Gajda, cytowana przez "DGP". Ministerstwo było przychylne pomysłowi, ale w udzielonej odpowiedzi zaznaczono, że nie odpowiada za przygotowanie konkretnych projektów legislacyjnych. Ostatecznie sprawa trafiła do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Resort stanowczo jednak stwierdził, że na razie nie planuje podejmować tematu.
Źródło: forsal.pl, gazetaprawna.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.