Robi to wielu ogrodników. Za brak zgłoszenia zapłacisz 2270 złotych

Wymiana nasion między działkowcami od lat jest czymś zupełnie naturalnym. Warto jednak wiedzieć, gdzie kończy się koleżeńska przysługa, a zaczynają przepisy, których złamanie może kosztować ponad dwa tysiące złotych.
Sianie - zdjęcie ilustracyjne
Fot. shutterstock.com/Dean Clarke

Dla jednych to sposób na zachowanie ulubionych odmian pomidorów, dla innych okazja do zdobycia ciekawych kwiatów bez wizyty w sklepie. Pasjonaci ogrodnictwa czasami samodzielnie zbierają nasiona i przekazują je innym. Nie każda forma takiej aktywności wygląda jednak tak samo w świetle prawa. W niektórych przypadkach wystarczy jeden szczegół, aby niewinne hobby zostało potraktowane jako obrót materiałem siewnym.

Zobacz wideo Przesadzajcie, a urośniecie! Oto, jak powinno się przesadzać rośliny doniczkowe!

Wymiana nasion z sąsiadem jest legalna. Wszystko zależy od tego, czy bierzesz pieniądze

W środowisku działkowców dzielenie się nasionami jest czymś powszechnym i często odbywa się przy okazji spotkań czy rozmów przy płocie. Takie przekazywanie niewielkich ilości materiału siewnego nie budzi zastrzeżeń, jeśli ma charakter prywatny i nie wiąże się z żadną formą zapłaty. Kluczowe znaczenie ma brak elementu zarobkowego, ponieważ wtedy nie mamy do czynienia z handlem. Sytuacja zmienia się dopiero wtedy, gdy pojawia się choćby drobna opłata, która może sprawić, że działanie zostanie uznane za sprzedaż podlegającą określonym przepisom.

Wielu ogrodników uważa, że okazjonalna sprzedaż kilku opakowań nasion nie wiąże się z żadnymi formalnościami. Tymczasem ustawa o nasiennictwie przewiduje obowiązek zgłoszenia zamiaru prowadzenia obrotu materiałem siewnym do właściwego Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Brak wymaganego zgłoszenia może skutkować nałożeniem opłaty sankcyjnej w wysokości 2270 złotych. Obowiązek nie dotyczy wyłącznie dużych producentów. Przepisy mogą obejmować również osoby prywatne, które sprzedają nasiona we własnym imieniu, nawet jeśli robią to sporadycznie.

"Kto prowadzi obrót materiałem siewnym bez zgłoszenia właściwemu wojewódzkiemu inspektorowi zamiaru prowadzenia obrotu materiałem siewnym, jest obowiązany do wniesienia na rachunek wojewódzkiego inspektoratu właściwego ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę prowadzącego obrót albo dostawcy, opłaty sankcyjnej w wysokości 2 270 zł, na podstawie decyzji wojewódzkiego inspektora właściwego ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę prowadzącego obrót albo dostawcy"

- głosi art. 123 ustawy o nasiennictwie.

Sprzedaż nasion w internecie podlega przepisom. Ogłoszenie może zwrócić uwagę urzędników

Media społecznościowe i portale ogłoszeniowe sprawiły, że znalezienie chętnych na zakup nasion zajmuje zaledwie kilka minut. Dla wielu hobbystów jest to wygodny sposób na pozbycie się nadwyżek z własnych upraw. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że publiczne oferowanie materiału siewnego jest traktowane jako działalność objęta przepisami. Ogłoszenie zamieszczone w internecie może być oceniane tak samo jak sprzedaż prowadzona na targowisku lub w sklepie. Z tego powodu warto wcześniej sprawdzić, jakie obowiązki wynikają z ustawy. Pozwala to uniknąć niepotrzebnych kosztów i problemów podczas ewentualnej kontroli.

Choć obowiązujące regulacje mogą wydawać się surowe, ich zadaniem nie jest utrudnianie życia działkowcom. Państwo dzięki nim może kontrolować pochodzenie materiału siewnego oraz ograniczać rozprzestrzenianie się chorób i szkodników, które mogłyby zagrozić uprawom. Nadzór nad materiałem siewnym zwiększa szanse, że do sprzedaży trafiają nasiona spełniające określone wymagania jakościowe. Ma to znaczenie nie tylko dla producentów rolnych, lecz także dla osób, które kupują je z myślą o własnym ogrodzie. Dzięki temu ryzyko zakupu materiału o nieznanym pochodzeniu lub niskiej jakości jest mniejsze.

Źródła: next.gazeta.pl, aronews.com.pl, lexlege.pl.

Więcej o: