Zamiast męczyć się z karczowaniem, wsyp to w pień. Po czasie zrobi się kruchy i słaby

Stary pień po ściętym drzewie potrafi zostać w ogrodzie na długie miesiące i skutecznie psuć widok. Jedną z najczęściej wybieranych metod jego osłabiania jest sól Epsom, czyli siarczan magnezu, którą wsypuje się do nawierconego drewna.
Pień drzewa
fot. Freepik @alekna

Usunięcie pnia nie zawsze jest proste, bo korzenie mocno trzymają się ziemi, a wynajęcie sprzętu albo fachowca oznacza dodatkowy koszt. Wiele osób szuka spokojniejszego sposobu, który nie wymaga rozkopywania połowy działki. Sól Epsom nie sprawia, że pień znika w jeden weekend, ale pomaga stopniowo wysuszyć i osłabić drewno, dzięki czemu po czasie łatwiej je rozkruszyć, rozłupać albo usunąć. To metoda dla cierpliwych, lecz właśnie dlatego zyskuje popularność.

Sól Epsom nie spala pnia od razu. Potrafi jednak skutecznie przyspieszyć jego osłabienie

Siarczan magnezu działa przede wszystkim przez kontakt z wnętrzem drewna. Wsypany do głębokich otworów zaczyna wyciągać wilgoć, a pień z czasem staje się bardziej suchy, twardszy z zewnątrz i jednocześnie bardziej podatny na pękanie w środku.

Nie jest to spektakularny efekt z dnia na dzień, tylko proces, który trwa tygodniami, a czasem nawet miesiącami. Właśnie dlatego trzeba patrzeć na tę metodę jak na sposób wspomagający rozkład drewna, a nie błyskawiczne zniknięcie problemu. Najlepiej sprawdza się przy starych pniach, które i tak nie wypuszczają już nowych pędów i nie są połączone z żywym drzewem.

Najwięcej zależy od przygotowania otworów. To właśnie wtedy środek ma szansę zadziałać głębiej

Najpierw trzeba nawiercić pień wiertarką, najlepiej od góry i pod lekkim kątem z boków, aby proszek trafił jak najgłębiej. Otwory powinny być dość szerokie i głębokie, ponieważ wtedy sól nie zostaje tylko na powierzchni. Następnie wsypuje się do środka sól Epsom prawie pod sam brzeg i lekko zwilża niewielką ilością wody. Nie chodzi o zalanie drewna, tylko o to, aby proszek zaczął pracować. Na końcu pień warto przykryć folią albo ciemnym workiem i zabezpieczyć sznurkiem. Dzięki temu deszcz nie wypłucze zawartości, a wilgoć dłużej utrzyma się tam, gdzie jest potrzebna. Po kilku tygodniach dobrze zajrzeć do środka i w razie potrzeby uzupełnić preparat.

Cierpliwość jest tu ważniejsza niż ilość proszku. Zbyt szybkie oczekiwania kończą się zwykle rozczarowaniem

Ta metoda nie daje efektu po jednej nocy, choć chwytliwe nagłówki często sugerują coś zupełnie innego. W praktyce pień zaczyna wyraźnie słabnąć dopiero po dłuższym czasie, szczególnie jeśli jest gruby i ma twarde drewno. Wiele zależy też od gatunku drzewa, wieku pnia oraz warunków w ogrodzie. W suchym, nasłonecznionym miejscu proces może przebiegać inaczej niż w wilgotnym zakątku działki. Gdy drewno zacznie się kruszyć, łatwiej je rozbić siekierą, usunąć fragmentami albo pozostawić do dalszego naturalnego rozkładu. To rozwiązanie sprawdza się wtedy, gdy nie ma presji czasu i można poczekać na efekt.

Czytaj także: Ogrodnicy sadzą koper obok tych roślin nie bez powodu. Efekty widać bardzo szybko

Więcej o: