42 tysiące za noc na wyspie, której nie ma. W ofercie brak czajnika i prądu. Zostaje samo szczęście

Ile bylibyście w stanie zapłacić za podróż na wyspę, której nie ma? Oczywiście tylko w teorii, bo gdy już dotrzecie na miejsce, nie tylko je zobaczycie, ale przede wszystkim poczujecie, aż do szpiku kości. Brak prądu, wody i - jako tako - nawet prawdziwego dachu nad głową. Z taką ofertą wyszedł zagraniczny hotel, oczekując od klientów zapłaty równej 10 tysięcy dolarów za noc.

Wyspy Alfuros nie znajdziecie na żadnej mapie. Jej krajobraz składa się z krzaczastej trawy, niewielkich drzew i luźno umiejscowionych skał. Wygląda zupełnie tak, jakby nie dotarła do niej żadna cywilizacja, ale wrażenie okazuje się złudne, gdy pośród niczego zauważymy kompleks niewielkich, ale luksusowych namiotów. To dzieło R.O.C.S (Reunion of Conscious Spirits), rodzinnego biznesu, który zaprasza śmiałków chętnych na niesamowite doświadczenia z dala od współczesnego maksymalizmu życia.

Zobacz wideo Borneo. Odwiedź tę wyspę, zanim będzie za późno

Więcej podobnych artykułów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Gdzie na weekend? Zamiast kolejny raz zwiedzać zabytki, sprawdź, jak to jest żyć na środku niczego

Przedstawiciele R.O.C.S uważają, że stworzenie luksusowych domków na Alfuros jest częścią wyższej idei. Chcą zachęcić społeczeństwo do przeżywania materialnej abstynencji.

Przyjeżdżasz na wyspę i zdajesz sobie sprawę z tego, że niczego nie potrzebujesz.

- mówi dla "Robb Report" Veronika Blomgren, która wraz z synem dba zarówno o samą wyspę, jak i jacht należący do hotelu. Początkowo prosili inwestorów o 100 tysięcy dolarów, które chcieli przeznaczyć na budowę luksusowych willi. Bali się jednak czasu, jaki musieliby poświęcić na stworzenie konstrukcji. Ostatecznie zdecydowali się na nie tak luksusowe namiotów dla gości.

Marzę o tym, żeby wyspa była porośnięta drzewami. Budzę się rano i idę popływać. Piję herbatę z koleżanką, która sama piecze chleb. Dzieci biegają dookoła. Ktoś jest muzykiem, ktoś artystą, ktoś zajmuje się ogrodnictwem, a ktoś hoduje ptaki. Ludzie nazywają to utopią, ale to powinno być normalne.

- dodaje Veronica Blomgren. Tego typu doświadczenia mają budować w nas poczucie bezpieczeństwa i spokoju, dwóch rzeczy, których w dzisiejszym świecie brakuje najbardziej. Nie jest to jednak gratka dla każdego - no chyba że twój portfel pęka w szwach od nadmiaru banknotów.

10 tysięcy za noc pośród niczego. Tyle kosztuje doświadczenie "normalności"

Fakt, namioty na Alfuros są wyposażone w wygodne i zarazem stylowe pufy oraz łóżka, ale wodę na kawę musisz zagotować sobie na patelni, bo czajnika raczej tam nie spotkasz. Oferowane za to są posiłki - w ostateczności możecie również sami sobie je przygotować, tyle że wyłącznie na ognisku, które tak samo sami rozpalicie. Niesamowite wydają się jednak noce. Niebo nieskalane żadnym źródłem sztucznego światła przedstawia nam kalejdoskop gwiazd, a droga mlecza podobno wygląda tam tak, jakby ktoś namalował ją w podręczniku. Cóż... na pewno można poczuć się tam szczęśliwym, a przynajmniej dopóki nie przypomnicie sobie, że za noc tego szczęścia zapłaciliście 10 tysięcy dolarów (ok. 42 tysiące złotych). Nie możemy jednak tego oceniać. Podobno niektóre rzeczy są po prostu bezcenne, więc jeśli kogoś stać, warto walczyć o swoją utopię. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA