Ten kwiat wygląda, jak potwór ze "Stranger Things". Zachwyca botaników i jest największy na świecie

Ten okaz jest wyjątkową i egzotyczną rośliną, która występuje tylko i wyłącznie w niektórych wilgotnych lasach tropikalnych Azji. Zachwyca botaników od wielu lat, jednak jest zagrożony wyginięciem. Mimo to jest szansa na jego uratowanie.

Bukietnica Arnolda (Rafflesia arnoldii) - jest rośliną pasożytniczą wywodzącą się głównie Azji Południowo-Wschodniej. Swoją nazwę zawdzięcza nazwiskom dwóch mężczyzn, którzy ją odkryli w XIX wieku - naukowiec Joseph Arnold oraz gubernator, Thomas Stamford Raffles. 

Zobacz wideo Hodujesz w domu monsterę? Sprawdź, czy odpowiednio o nią dbasz

Więcej podobnych artykułów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Największy kwiat na świecie. Roślina zagrożona jest wyginięciem 

Bukietnica Arnolda sama nie wytwarza korzeni, łodyg ani liści. Charakteryzuje się największym kwiatem na świecie, który wydziela okropny zapach, który przypomina gnijącą padlinę, który wabi zapylające go muchówki. Przez okropny odór nazywana jest "trupim kwiatem".  Kwitnienie trwa od 5 do 7 dni, raz na kilka lat. W zakresie żywienia polegają na innych roślinach, gdyż nie są zdolne do wytwarzania fotosyntezy. Od wielu lat roślina ta fascynuje wielu botaników. Występuje tylko i wyłącznie w tropikalnych lasach Azji, przez co jest bardzo trudna do zbadania. Niestety ten okaz jest zagrożony wyginięciem, a Filipińscy botanicy szukają rozwiązań na rozmnożenie tej rośliny w laboratoriach i ogrodach botanicznych. 

Jest nadzieja dla "trupiego" kwiatu. Naukowcom udało się go rozmnożyć 

Dlaczego "trupi kwiat" jest zagrożony wyginięciem? Głównym powodem, dla którego tak się dzieje, jest utrata siedlisk. Wywołują to masowe wylesiania na potrzeby przemysłu. Innym powodem, dla którego tak się dzieje, jest zbyt mała wiedza o tych niesamowitych roślinach. Mimo wszystko wiele prób rozmnażania przyniosło pozytywne skutki. Jak dotąd udało się wyhodować ten kwiat na krzewach, na których roślina pasożytuje. Daje to ogromną nadzieję na hodowlę ich w ogrodach botanicznych, dając możliwość dokładniejszego jej zbadania. Do rozmnożenia doszło poprzez wszczepienie zainfekowanych winorośli oraz wszczepienie nasion niezainfekowanych żywicieli. To jest bardzo pracochłonna metoda, ale warto. Naukowcy zachęcają lokalnych mieszkańców, aby przyłączyli się do ochrony tej rośliny, gdyż na istnieniu tego niesamowitego okazu mogą sporo zyskać. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.