Człowiek nie przeżyje tu nawet godziny. W wodzie lądowały radioaktywne odpady. Ukrywano to latami

Ural południowy skrywa mroczną tajemnicę. Niegdyś to miejsce słynęło z dziewiczych terenów i pięknego jeziora, lecz obecnie jest symbolem jednego z największych koszmarów ekologicznych w historii. Wszystko za sprawą eksperymentu przeprowadzonego jeszcze w czasach ZSRR. Radioaktywny odpad skutkował katastrofą, która nigdy już nie dała o sobie zapomnieć. Zbiornik wodny do dziś stanowi śmiercionośną pułapkę.
Najbardziej skażone miejsce na świecie. To jezioro potrafi zabijać - zdjęcie ilustracyjne
Niewiarygodne miejsca na świecie/Facebook.com

Jezioro Karaczaj znajduje się w południowej części Uralu w Rosji. Zbiornik początkowo był niezwykłym zakątkiem natury otoczonym potężnym lasem. Niestety z czasem wszystko się zmieniło. ZSRR w ramach programu budowy broni atomowej stworzył potężną fabrykę Mayak z pięcioma reaktorami do produkcji plutonu. Wówczas pojawiła się potrzeba szybkiego utylizowania niespotykanych dotąd ilości radioaktywnych odpadów. Wybór padł na pobliskie jezioro.

Zobacz wideo Skażenie w Polsce? "Nie zakładajmy, że Polska Agencja Atomistyki będzie nas oszukiwać"

Najbardziej skażone jezioro. Tu doszło do jednej z największych katastrof nuklearnych

W latach 40. i 50. ekologia nie miała zbyt dużego znaczenia. W 1951 roku podjęto decyzję, że radioaktywne odpady będą trafiały bezpośrednio do jeziora Karaczaj. Choć twierdzono, że będzie to wyłącznie rozwiązanie tymczasowe, ostatecznie porzucono pomysł o podziemnych składowiskach. Prawdziwa katastrofa miała jednak dopiero nadejść. Od początku władze fabryki nie przejmowały się procedurami bezpieczeństwa, a w 1957 roku awarii uległ system chłodzenia, co skutkowało wybuchem. Materiały promieniotwórcze skaziły obszar o powierzchni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych. Wskutek tej tragedii zmarło 200 osób, 10 tys. ewakuowano, a 470 tys. zostało narażonych na promieniowanie jonizujące. Według niektórych doniesień lista ofiar jest znacznie dłuższa. To wydarzenie uznaje się bowiem za trzecią co do wielkości katastrofę nuklearną na świecie, tuż po Czarnobylu i Fukushimie. Mimo to fabryka wciąż funkcjonowała, a jej obecność jedynie szkodziła okolicznym mieszkańcom oraz lokalnej przyrodzie. Nadal odprowadzano też radioaktywne ścieki do jeziora Karaczaj. Na skażonym terenie pojawiły się wyłącznie znaki ostrzegawcze.

Do kolejnej tragedii doszło około dziesięć lat później. Z powodu suszy woda w Karaczaju opadła i odsłoniła skażoną warstwę osadu. Radioaktywny pył i piach zaczął być rozprowadzany przez wiatr, co według szacunków naraziło aż pół miliona osób na promieniowanie.

Jezioro Karaczaj może zabić w ciągu godziny. Tam lepiej się nie zbliżać

Co ciekawe, władze radzieckie oficjalnie przyznały się do katastrofy z 1957 roku i tajnego miasta Czelabińsk-40 dopiero w latach 90. Wcześniej mydlono ludziom oczy zjawiskami atmosferycznymi oraz ukrywano prawdziwe przyczyny chorób, z którymi zmagali się ludzie. Skutki działań ZSRR były dramatyczne. Po ujawnieniu prawdy na miejsce wysłano delegację, która odkryła, że przy brzegu jeziora poziom promieniowania osiąga 600 roentgenów na godzinę. To oznacza, że wystarczy godzina, by człowiek otrzymał śmiertelną dawką promieniowania. Mimo że przez lata do zbiornika wrzucano też kamienie i betonowe bloki, próbując zwalczyć dawne błędy, do dziś to miejsce uznawane jest za jedno z najbardziej skażonych miejsc na świecie. Jak wskazuje serwis WP Turystyka, naukowcy uważają także, jest to "najtrudniejszy do naprawy błąd środowiskowy XX wieku".

Środowisko to jednak nie wszystko. W czasie funkcjonowania fabryki lekarze mieli zaniżać dane dotyczące nowotworów czy chorób związanych z promieniowaniem. Pewne jest natomiast to, że wówczas drastycznie wzrosła liczba różnego rodzaju zaburzeń, wad wrodzonych, przypadków bezpłodności i chorób przewlekłych. Działalność fabryki plutonu miała dotknąć nawet ponad milion osób.

Źródła: turystyka.wp.pl, onet.pl, focus.pl

 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: