Na zdjęciach satelitarnych przypominają jasne, srebrzyste wstęgi oplatające półkulę. W rzeczywistości są potężnymi strumieniami pary wodnej, które przemieszczają się kilka tysięcy metrów nad powierzchnią Ziemi. Gdy docierają nad ląd, potrafią w kilka godzin sprowadzić ulewę o sile niszczącej drogi i całe miasta. To tzw. rzeki atmosferyczne, czyli niewidzialne "kanały wodne", które coraz częściej stają się źródłem katastrof naturalnych.
Rzeki atmosferyczne nie mają brzegów ani koryta. Zamiast tego "płyną" w dolnej troposferze jako długie i wąskie pasma pary wodnej. Mogą mieć kilka tysięcy kilometrów długości i nawet kilkaset kilometrów szerokości. Ich źródłem są oceany; intensywnie parująca woda, napędzana ciepłem oraz wiatrem, układa się w wirujące wstęgi i niesie ok. 550 kg wody na sekundę.
Choć zajmują niewielki fragment atmosfery, odpowiadają za ogromną część globalnego transportu wilgoci. Szacuje się, że przenoszą więcej wody niż największe ziemskie rzeki, a nawet 90 proc. pary wodnej transportowanej ku biegunom odbywa się właśnie ich "korytarzami". W każdej chwili nad jedną półkulą Ziemi funkcjonuje zwykle kilka takich struktur jednocześnie.
Kluczowy moment następuje wtedy, gdy rzeka atmosferyczna napotyka przeszkodę, na przykład pasmo górskie. Powietrze zostaje zmuszone do wznoszenia, wtedy się ochładza, a para wodna gwałtownie kondensuje. Efektem są intensywne opady deszczu lub śniegu. W Kalifornii rzeki atmosferyczne odpowiadają nawet za połowę zimowych opadów, uzupełniają zbiorniki wodne i tworząc pokrywę śnieżną w górach. Bez nich pustynne regiony Zachodu byłyby jeszcze bardziej jałowe.
Problem pojawia się wtedy, gdy rzeki atmosferyczne są wyjątkowo silne, wolno się przemieszczają lub występują jedna po drugiej. Historia zna wiele przykładów ich niszczycielskiej siły. Na przełomie lat 1861 i 1862 seria takich zjawisk utrzymywała się nad Kalifornią przez ponad 43 dni. Spowodowała rozległe zalanie Central Valley na obszarze liczącym setki kilometrów długości i dziesiątki kilometrów szerokości. Wówczas pod wodą zniknęły całe miasteczka, a gospodarka popadła w ruinę.
Współczesne wydarzenia potwierdzają, że zagrożenie nie jest reliktem przeszłości. Podobnie było w listopadzie 2025 r., kiedy rzeka atmosferyczna przyniosła na południe Kalifornii ulewę o intensywności 2,5 cm na godzinę; w jednym hrabstwie spadło 10 cm deszczu, a w górach Sierra Nevada ponad 30 cm śniegu. Intensywne rzeki atmosferyczne przyczyniły się do katastrofalnych powodzi w Europie Zachodniej w 2021 roku oraz do rekordowych opadów w Kanadzie, Chile i Australii. W zachodnich Stanach Zjednoczonych to właśnie one odpowiadają za zdecydowaną większość szkód powodziowych i generują straty liczone w miliardach dolarów rocznie. Szczególnie groźne są sytuacje, w których wilgotny strumień łączy się z chłodnym frontem atmosferycznym. Wtedy opady stają się nie tylko intensywne, lecz także długotrwałe, co prowadzi do przepełnienia rzek, osuwisk oraz lawin błotnych.
Zmiany klimatu wzmacniają to zjawisko w sposób niemal podręcznikowy. Cieplejsze powietrze może zatrzymać więcej pary wodnej, dlatego wraz ze wzrostem temperatury rzeki atmosferyczne stają się dłuższe, szersze i bardziej intensywne. Badania pokazują, że w ostatnich dekadach zwiększyły się zarówno ich rozmiary, jak i częstotliwość występowania. Modele klimatyczne wskazują, że do końca XXI wieku ekstremalne rzeki atmosferyczne mogą pojawiać się nawet dwukrotnie częściej, a związane z nimi ulewy staną się znacznie intensywniejsze. To oznacza większe ryzyko powodzi, groźnych osuwisk i strat gospodarczych, zwłaszcza tam, gdzie zabudowa wkracza na tereny zalewowe.
Paradoks polega na tym, że mimo zagrożeń rzeki atmosferyczne pozostają kluczowe dla bilansu wodnego planety. Uzupełniają zasoby wody pitnej, odbudowują pokrywę śnieżną i pomagają gasić trudne do opanowania pożary występujące na rozległych obszarach. Eksperci podkreślają więc, że wyzwaniem jest nauczenie się lepszego zarządzania ryzykiem. Kluczem są dokładniejsze prognozy, wcześniejsze ostrzeganie mieszkańców zagrożonych regionów oraz ograniczanie emisji.
Źródła: pl.euronews.com, cfr.org, ekologia.pl, hub.pl, climatehubs.usda.gov
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.