W ostatnich latach rośnie nacisk na skuteczniejsze egzekwowanie przepisów drogowych. Jednym z największych wyzwań dla służb pozostaje ustalenie sprawcy wykroczenia, szczególnie w przypadku zdjęć z fotoradarów czy systemów automatycznej kontroli. Obecne przepisy dają kierowcom pewną furtkę, z której wielu korzysta. Wszystko wskazuje jednak na to, że ten stan rzeczy może się wkrótce zmienić.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami właściciel pojazdu ma obowiązek wskazać, kto prowadził auto w momencie popełnienia wykroczenia. Problem w tym, że w praktyce bardzo często dochodzi do sytuacji, w których taka informacja nie jest przekazywana. Kierowcy tłumaczą się brakiem pamięci lub unikają odpowiedzi, licząc na łagodniejsze konsekwencje. W efekcie zamiast mandatu za wykroczenie nakładana jest kara za niewskazanie sprawcy. Ta bywa niższa, co sprawia, że dla wielu osób jest to bardziej opłacalna opcja. To właśnie ta luka od lat budzi kontrowersje i jest wskazywana jako jeden z powodów nieskuteczności systemu karania.
Coraz częściej mówi się o zmianach, które mają ograniczyć możliwość unikania odpowiedzialności. Jednym z rozważanych rozwiązań jest wprowadzenie zasady, zgodnie z którą to właściciel pojazdu ponosi odpowiedzialność za wykroczenie, niezależnie od tego, kto faktycznie siedział za kierownicą. Takie podejście funkcjonuje już w części krajów europejskich i pozwala znacząco zwiększyć skuteczność egzekwowania przepisów. W praktyce oznaczałoby to, że brak wskazania kierowcy nie byłby już „bezpieczną" opcją, a mandat trafiałby bezpośrednio do właściciela auta. To rozwiązanie szczególnie dobrze sprawdza się w przypadku wykroczeń rejestrowanych automatycznie, gdzie identyfikacja kierowcy bywa utrudniona.
Proponowane zmiany mają jeden główny cel poprawę bezpieczeństwa na drogach i ograniczenie sytuacji, w których sprawcy wykroczeń pozostają bezkarni. Jednocześnie nie brakuje głosów krytycznych. Właściciele pojazdów zwracają uwagę, że nie zawsze mają realny wpływ na to, kto korzysta z ich samochodu, szczególnie w przypadku aut firmowych czy użyczanych członkom rodziny. Pojawia się więc pytanie o sprawiedliwość takich rozwiązań. Niezależnie od ostatecznego kształtu przepisów jedno jest pewne kierowcy będą musieli bardziej uważać, komu powierzają swoje auto, bo odpowiedzialność może wkrótce spocząć właśnie na nich.