Wakacje coraz rzadziej polegają wyłącznie na odhaczaniu zabytków i staniu w kolejkach do znanych atrakcji. Turyści chcą poczuć, jak naprawdę żyje się w danym miejscu. Dlatego zamiast kolejnego magnesu na lodówkę przywożą sos z małego sklepu, lokalną kawę, słodycze, przyprawy albo kosmetyki, których nie ma w Polsce. Ten trend brzmi zabawnie, ale ma dużo sensu.
Grocery store tourism, nazywany też czasem supermarket tourism, polega na odwiedzaniu lokalnych sklepów spożywczych, targów i delikatesów jako części podróży. Nie chodzi tylko o oszczędzanie, choć to też ma znaczenie. Chodzi o ciekawość: co jedzą miejscowi, jakie przekąski kupują dzieci, jakie sosy stoją przy kasie, jakie zapachy mają lokalne kosmetyki i które produkty znikają z półek najszybciej. Condé Nast Traveler wymienia grocery store tourism wśród największych trendów podróżniczych na 2026 rok, opisując go jako budżetowy i bardzo lokalny sposób poznawania miejsca. To podróżowanie mniej wystylizowane, a bardziej codzienne. I właśnie dlatego tak wciąga.
W tym trendzie nie chodzi o wielkie zakupy ani luksusowe butiki. Największą frajdę dają rzeczy pozornie zwyczajne: francuskie masło, włoski makaron, japońskie słodycze, hiszpańskie konserwy, greckie przyprawy, portugalskie sardynki czy skandynawskie kosmetyki z drogerii. Travel and Tour World wskazuje, że popularność supermarketów w podróży rośnie, bo łączą autentyczność, niską barierę wejścia i kontakt z lokalną kulturą bez turystycznej scenografii. To też świetny sposób na pamiątki, które nie kurzą się na półce. Można je zjeść, wypić, wykorzystać w kuchni albo podarować komuś coś bardziej osobistego niż standardowy brelok.
Supermarket za granicą ma jedną wielką przewagę: nie trzeba rezerwacji, biletu ani idealnego planu dnia. Można wejść po drodze, rozejrzeć się, kupić coś małego i poczuć, że przez chwilę zagląda się do zwykłego życia mieszkańców. To szczególnie pasuje do osób, które mają dość atrakcji robionych pod turystów i szukają bardziej naturalnych doświadczeń. Oczywiście trudno udawać, że sklep zastąpi muzeum, plażę czy spacer po starym mieście. Ale może być jednym z tych małych punktów podróży, które pamięta się zaskakująco długo. Bo czasem najlepsza pamiątka z wakacji nie stoi w gablocie, tylko czeka na półce z lokalnymi przekąskami.