Promocje lotnicze wracają regularnie i potrafią kusić naprawdę mocno. LOT ma cykliczną Szaloną Środę, Wizz Air udostępnia wyszukiwarkę najtańszych lotów, a Ryanair zachęca do rezerwacji bezpośrednio na swojej stronie. To dobre narzędzia, ale pod jednym warunkiem: trzeba patrzeć nie tylko na cenę startową, lecz także na końcowy rachunek.
Niska cena na pierwszym ekranie rezerwacji ma jeden cel: zatrzymać wzrok. Turysta widzi atrakcyjną kwotę, szybko sprawdza termin i zaczyna wyobrażać sobie weekend w Rzymie, Barcelonie albo Paryżu. Dopiero później okazuje się, że najniższa taryfa często oznacza bardzo podstawowy wariant podróży. Jeśli do biletu trzeba dodać większy bagaż podręczny, wybór miejsca, priority boarding albo odprawę w określony sposób, cena może urosnąć jeszcze przed płatnością. Dlatego największym błędem jest porównywanie samych kwot z reklam. Realnie liczy się dopiero cena końcowa, czyli ta widoczna tuż przed kliknięciem „kupuję".
Najtańszy lot opłaca się wtedy, gdy naprawdę mieścisz się w jego zasadach. Jeśli lecisz tylko z małą torbą, masz elastyczne daty i nie zależy ci na konkretnym miejscu w samolocie, można faktycznie sporo zaoszczędzić. Jeśli jednak po drodze dokładasz walizkę, wybór fotela, ubezpieczenie, pierwszeństwo wejścia i transfer z lotniska położonego daleko od centrum, „okazja" zaczyna wyglądać inaczej. Warto sprawdzać także lotniska alternatywne, bo tani bilet do miasta obok może wymagać drogiego albo długiego dojazdu. Linie lotnicze często pokazują niską cenę bardzo wcześnie, ale to podróżny musi sam policzyć, czy cała podróż nadal ma sens.
Najlepsza strategia jest prosta: najpierw ustaw alerty cenowe, sprawdzaj różne dni tygodnia, porównuj lotniska i nie przywiązuj się do jednej daty. Potem dopiero dolicz bagaż, transfer, godzinę wylotu i koszt ewentualnego noclegu przed porannym lotem. Prawdziwie tani bilet to nie ten, który wygląda najniżej na liście, ale ten, który po wszystkich dodatkach nadal zostaje korzystny. Warto też korzystać z oficjalnych promocji i wyszukiwarek przewoźników, ale bez automatycznego przekonania, że każda oferta z etykietą „promo" jest najlepsza. Przy tanich lotach największą oszczędność daje nie pośpiech, tylko zimna kalkulacja.