Wściekły drapieżnik zaatakował mężczyznę w wodzie. "Nie miałem siły, by otworzyć jego paszczę"

Do mrożącego krew w żyłach zdarzenia doszło w Parku Narodowym Everglades w USA. 68-letni mężczyzna chciał tylko zrelaksować się nad wodą w łódce, niestety tego dnia nie miał tyle szczęścia. Gdy wpadł do wody, zaatakował go groźny aligator. Pomoc lekarska była nieunikniona.
Atak krokodyla, zdjęcie ilustracyjne
iStock/Anas Photography sc/www.cbsnews.com

Większość z nas spogląda raczej na zwierzęta - takie, jak krokodyle - zza szyby w ogrodach zoologicznych lub na wycieczkach, na których o bezpieczeństwo dbają przewodnicy. Mało kto pływa z tak groźnymi aligatorami. Ten 68-letni mężczyzna również tego nie planował, lecz w miniony weekend marca zdecydował się popływać łódką w zbiorniku wodnym, istnym domu niebezpieczeństwa. Nie spodziewał się jednak, że wszystko potoczy się w aż tak dramatyczny sposób. 

Zobacz wideo Leoś to robot, który uszczęśliwia małych pacjentów

Atak krokodyla w USA. Dramatyczne sceny w Parku Narodowym Everglades

Park Narodowy Everglades jest jedynym subtropikalnym parkiem w USA. To popularne wśród turystów i mieszkańców miejsce zajmujące powierzchnię ponad 6 tys. km2. Można tam podziwiać przepiękne lasy namorzynowe, mokradła i wolno płynące rzeki, wśród których żyją między innymi tropikalne ptaki czy niebezpieczne aligatory. W drugą niedzielę marca 2024 r. pewien 68-letni mężczyzna udał się na teren parku najprawdopodobniej po to, by odpocząć, i zdecydował się na samodzielne pływanie łódką po jednym ze zbiorników. Nagle doszło do dramatycznego zdarzenia - łódka wywróciła się, a mężczyzna wpadł do wody. Świadom zagrożenia w postaci krokodyli, które żyją na tym terenie od lat, próbował czym prędzej dostać się do brzegu. To się udało, lecz z tragicznymi skutkami. 

Sceny wypadku w parku Everglades przyprawiały o dreszcze. 68-latek miał ogrom szczęścia

Na miejscu zdarzenia szybko pojawiły się służby, a mężczyzna otrzymał pomoc. Niestety, gdy dotarł do brzegu, okazało się, że ma sporych rozmiarów szarpaną ranę na nodze. Zabezpieczono kończynę i przetransportowano ofiarę do szpitala. Tam pacjentem zajęli się już specjaliści. Dzięki ich szybkiej reakcji, kilka dni po zdarzeniu 68-latek miał siły, by opowiedzieć o całej historii. 

Biorąc pod uwagę to, co przeżyłem, muszę powiedzieć, że cieszę się, że w ogóle żyje. [...] Kiedy ugryzł mnie za nogę, domyśliłem się, że mam do czynienia z krokodylem. Nie widziałem go i nie miałem siły, by otworzyć jego paszczę, ale próbowałem. Całość ataku trwała około 15-20 sekund. Gdy płynąłem do brzegu, bałem się, że zaatakuje jeszcze raz. [...] Przeżyłem dzięki wierze w Boga, to on mnie uratował. 

- mówił zraniony mężczyzna podczas wywiadu w szpitalu, cbsnews.com.

Więcej o: