Przepłynął Bałtyk w 8,5 godziny. Polski windsurfer pobił rekord Guinnessa

Maciej Rutkowski dokonał czegoś, co jeszcze niedawno brzmiało jak marzenie: w rekordowym czasie 8 godzin i 28 minut przepłynął Bałtyk na desce windsurfingowej. "Misja Bałtyk" była jednocześnie wielką sportową próbą i gestem solidarności - podczas wyprawy Rutkowski zbierał pieniądze na leczenie trzyletniej Malwinki.
Maciej Rutkowski
Fot. Instagram @maciekrutko

Polski mistrz windsurfingu Maciej Rutkowski dokonał rzeczy, która jeszcze niedawno wydawała się poza ludzkim zasięgiem. W rekordowym czasie 8 godzin i 28 minut przepłynął Morze Bałtyckie na trasie liczącej 227,5 km, ustanawiając nowy rekord Guinnessa. Jego wyczyn miał jednak wymiar nie tylko sportowy. 

Zobacz wideo Tak się bawią Niemcy. Niebezpieczna rozrywka w centrum Hanoweru!

"Misja Bałtyk" wymagała lat poświęceń. Jego siłą napędową była chęć pomocy chorej Malwince

Do "Misji Bałtyk" sportowiec przygotowywał się przez lata. Jak sam przyznał, każdy detal był zaplanowany - od budowania kondycji na siłowni po wielogodzinne treningi na wodzie. Ostatnie cztery lata poświęcił na wzmacnianie formy i wytrzymałości, by zmierzyć się z Bałtykiem. Motywacja Rutkowskiego nie kończyła się jednak na pobiciu rekordu, bowiem równie ważny był dla niego cel charytatywny. Jak mówi, każda spalona kilokaloria miała symbolicznie przekładać się na realną pomoc finansową dla Malwinki Marszałek, trzyletniej dziewczynki chorej na zespół Retta.

Każda spalona kilokaloria będzie oznaczać więcej pieniędzy dla Malwinki, dlatego dam z siebie absolutnie wszystko!

- zapowiadał przed startem. Obietnicy dotrzymał. Podczas wyprawy udało się zebrać ponad 70 tys. zł na leczenie dziecka.

 

Maciej Rutkowski pobił rekord. Ekstremalne warunki wystawiły go na próbę

Rutkowski wystartował ze szwedzkiego archipelagu Sandhamn, a linię mety minął we Władysławowie po 8,5 godziny morderczej walki z żywiołem. Choć płynął na innowacyjnej desce typu foil (konstrukcji wyposażonej w podwodne skrzydło, które unosi deskę nad powierzchnię wody), pozwalającej osiągać prędkości do 55 km/h, początek był wyjątkowo trudny. Brak stabilnego wiatru, fale uderzające z kilku stron, a także problemy z sygnałem GPS i wywrotki sprawiły, że już pierwsze kilometry wymagały ogromnej odporności fizycznej i psychicznej. Warunki pogodowe nie były łaskawe, a zmęczenie rosło z każdą godziną, co dodatkowo podnosi rangę jego wyczynu.

Towarzyszyła mu szybka łódź asekuracyjna, wyposażona w satelitarny internet, co umożliwiło transmisję wyprawy na żywo. Na żaglu i desce zamontowano kamery i czujniki, które w czasie rzeczywistym monitorowały dystans, prędkość, tętno i liczbę spalonych kalorii. Dzięki temu kibice mogli na bieżąco śledzić każdy moment tej ekstremalnej przeprawy, niemal jak podczas relacji z wielkiego wyścigu sportowego.

 

Rekord Guinnessa częścią sukcesu. Sportowy wyczyn zamienił się w realne wsparcie dla Malwinki

Po godzinach nieprzerwanej walki z falami Rutkowski dopłynął do brzegu we Władysławowie. Oficjalny czas - 8 godzin i 28 minut - został zgłoszony jako nowy rekord Guinnessa. Choć nie udało się złamać bariery siedmiu godzin, sam wynik stawia Polaka w gronie najwybitniejszych windsurferów świata specjalizujących się w długodystansowych przeprawach. Na mecie, tuż po godz. 15:28, czekał na niego tłum kibiców, przyjaciół i dziennikarzy, którzy powitali go jak prawdziwego bohatera.

To największe sportowe przedsięwzięcie w moim życiu

- podkreślał Rutkowski, dodając, że bez wsparcia zespołu i motywacji w postaci zbiórki na leczenie dziewczynki nie zdołałby osiągnąć tak spektakularnego sukcesu.

Źródła: gazetamorska.pl, pl.euronews.com, surfertoday.com

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o: