Zdrowia, szczęścia, pomyślności i oczywiście do siego roku - powie każdy Polak 31 grudnia. I choć te pierwsze trzy przesłania jesteśmy w stanie zrozumieć, ostatnie zapisało się już w tradycji na tyle, że nikt nie docieka, co właściwie oznacza. Problem pojawia się jednak, gdy idzie nam to zapisać. Do siego czy dosiego?
Więcej podobnych artykułów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Oczywiście poprawną formą zapisu jest "do siego roku". Tak, forma "siego" może się nam dziś wydawać niepoprawna bądź dziwaczna. I trudno to oceniać, bo we współczesnym języku polskim spotykamy ją wyjątkowo rzadko, ale nie nigdy. Zobaczmy chociażby na frazeologizmy: ni to, ni sio; taki siaki; tak czy siak - znacie? W rzeczywistości "siego" jest pozostałością po języku prasłowiańskim. Dawniej był to dopełniacz staropolskiego zaimka wskazującego "ten". Dziś moglibyśmy go więc przetłumaczyć jako "tego", a całe sformułowanie jako "do tego roku, który nadejdzie". Skąd więc tendencja do pisania do siego roku łącznie? Winić należy marketingowe przekomarzanki pewnego producenta proszku do prania.
Proszek do prania "Dosia" w drugiej połowie XX wieku gościł w mieszkaniu praktycznie każdego Polaka. Aby jednak podbić jego popularność, w latach 90. cwani marketingowcy wymyślili hasło "Dosiego roku", które miało nawiązywać do powszechnie stosowanej tradycji składania noworocznych życzeń. Co ciekawe, chwyt marketingowy okazał się na tyle trafny, że błędną formę zapisu stosowało nie tylko społeczeństwo polskie, ale nawet sam (były już) prezydent Bronisław Komorowski, pozostawiając na fasadzie Pałacu Prezydenckiego zapis "Dosiego roku!". Oczywiście jego zespół PR starał się później udowodnić, że ta forma zapisu nie jest błędna. Według ich tłumaczeń "dosiego" miałoby pochodzić od zdrobnienia imienia Dorota, symbolizującego cnotliwą gospodynię, której gospodarstwo szczyciło się czystością, porządkiem i dostatkiem.
Kurier Litewski" z 11 stycznia 1818 r. zamieścił na swoich łamach historię nadobnej dziewicy, krakowianki Doroty Trajtlesówny, której zdrowie i dostatki nie opuszczały do późnego wieku (podobno 100 lat). Kiedy w końcu zmarła (było to w Wigilię Bożego Narodzenia), wieść szybko rozeszła się pod Wawelem, a ktoś powiedział przy łamaniu się opłatkiem: „Daj nam, Panie Boże, dożyć Dosiego roku!", co miało znaczyć: „Obyśmy dożyli takiego wieku, jakiego dożyła Dosia". Z czasem o Dosi Trajtlesównie zapomniano, ale powiedzenie Dosiego roku (w znaczeniu: żebyśmy doczekali w zdrowiu wielu lat życia) podchwycono i rozpowszechniono
- skomentował prof. Jan Miodek w rozprawie Rzecz o języku. Biorąc to pod uwagę, "dosiego roku" miałoby oznaczać coś zupełnie innego niż dzisiaj stosowane "do siego roku". Wyjaśniono tę kwestię także w Słowniku wyrazów kłopotliwych.
"Do siego roku" początkowo było wyrażeniem stosowanym w Wigilię, a nie jak dziś w Nowy Rok. W ten sposób życzono sobie, by Bóg pozwolił domownikom spotkać się w takim samym gronie także w przyszłe Boże Narodzenie. Dziś jednak rozumiemy je jako życzenia szczęścia, dobrobytu i spokoju na nadchodzące miesiące.