Gustaw mógł zabić nawet 300 osób. Ma ważyć blisko tonę i mierzyć 9 metrów. Bestia wciąż sieje postrach

O śmiercionośnej bestii pływającej w wodach Burundi mówiono już w latach 80. ubiegłego wieku. Od tamtej pory krokodyl Gustaw mógł zabić nawet 300 osób. Co dziś się z nim dzieje? Choć nie wiadomo, czy zwierzę nadal żyje, mieszkańcy wciąż się boją. Jest jednak pewna teoria.

W wielu częściach świata można usłyszeć miejskie legendy, jedne bardziej prawdopodobne, drugie mniej, jednak zwykle mało kto w nie wierzy. Historia, która krąży po całej Afryce, jest jednak szczególnie przerażająca. Dotyczy ogromnego krokodyla, który grasuje w rzece Ruzizi. Zdaniem wielu źródeł, zwierzę mogło zabić nawet 300 osób, a w mediach znajdują się wypowiedzi ofiar, które przeżyły starcie ze śmiercionośną bestią

Zobacz wideo Dlaczego krokodyle płaczą? Skąd się biorą krokodyle łzy?

Jaki jest najgroźniejszy krokodyl? Gustaw od lat sieje postrach na całym świecie

Pierwsze wzmianki o krokodylu pojawiły się już w 1987 roku. Zwierzę miało być widziane na północno-wschodnim brzegu jeziora Tanganika w Burundi, a także w rzece Ruzizi. Obecność krokodyla nie byłaby niczym szczególnym, gdyby nie fakt, że zdaniem świadków jest on zaskakująco wielki. Według niektórych ma około dziewięciu metrów długości i ważny nawet 910 kilogramów. Przeciętne krokodyle nilowe osiągają około pięciu metrów, dlatego tak wielkie zwierzę zwróciło uwagę przechodniów. Naukowcy badający jego historię twierdzą, że z uwagi na swoje rozmiary krokodyl nie jest w stanie polować na antylopy czy zebry i wybiera większe, powolniejsze ofiary. Są to między innymi bawoły, hipopotamy, a także ludzie. Pod koniec lat 90. sprawą zwierzęcia zajął się herpetolog Patrice Faye. To właśnie on nadał mu imię Gustave, które rozsławiło bestię na cały świat.

Największy krokodyl w historii? Zdania o zwierzęciu są podzielone

Naukowiec poświęcił wiele lat, by przyjrzeć się Gustawowi. W obszernym artykule opublikowanym w "National Geographic" w marcu 2005 roku stwierdził, że krokodyl może mieć aż 60 lat. Opisał także liczne ataki na lokalnych mieszkańców, których miało być nawet 200 lub 300. Choć wydaje się niemożliwe, by jedno zwierzę zabiło aż tyle ludzi, świadkowie zgodnie opisują wielką bestię z charakterystyczną blizną, która według Faye jest śladem po ranie postrzałowej. Z kolei w artykule "National Geographic" z 2009 roku podważono tezę o tak licznych atakach krokodyla. Autorzy zauważyli, że zwierzę może być tylko wymówką dla śmiertelnych skutków wojny domowej, która w 1993 roku podzieliła rywalizujące frakcje etniczne Hutu i Tutsia. Co więcej, rzeka Ruzizi oddziela Burundi od Demokratycznej Republiki Konga i Rwandy, które również mierzyły się wówczas z rosnącymi niepokojami społecznymi. Niezależnie od tego, ile osób zmarło z "rąk" Gustawa, naukowcy nie mają wątpliwości co do jego istnienia.

Czy krokodyl Gustaw żyje? Do dziś krążą o nim legendy

W 2004 roku opublikowano film dokumentalny "Capturing the Killer Croc", w którym próbowano złapać Gustawa. Twórcy zauważyli bestię, jednak mimo zastawienia licznych pułapek nie udało się go schwytać. Do mediów trafił jednak wywiad z mężczyzną, który przed laty został zaatakowany przez słynnego krokodyla. Fryzjer z Burundi, Hatungimana Audifax, miał 13 lat, gdy stanął oko w oko z wodnym zabójcą. 

Około 11:30 rano poszliśmy z przyjaciółmi popływać. Podobno ludzie na brzegu krzyczeli 'krokodyl!', ale ja ich nie słyszałem. Krokodyl złapał mnie za nogę. Na początku myślałem, że to jeden z moich przyjaciół. Spojrzałem za siebie i zobaczyłem to coś, co było ogromne i stare. Wtedy poczułem ból. To było niewiarygodne

- mówił mężczyzna w rozmowie. Choć wydostał się z paszczy Gustawa, jego nogi nie udało się uratować. Dziś nie wiadomo, co dzieje się z krokodylem. Choć niektóre źródła twierdzą, że zwierzę nie żyje, nigdy nie przedstawiono na to dowodów. Legenda Gustawa z czasem stała się sławna na cały świat i zwierzę do dziś sieje postrach w Afryce

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.