Morskie Oko to jedna z najważniejszych i najczęściej odwiedzanych atrakcji w naszym kraju. Mimo stosunkowo łatwego wejścia wiele osób decyduje się na wjechanie konną bryczką. Niestety cierpią na tym głównie zwierzęta, zmęczone pracą ponad własne siły. Jednym z rozwiązań, mających odciążyć konie były hybrydowe wozy. Niestety sposób ten nie wypalił.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Od lat turyści odwiedzający Morskie Oko mogą skorzystać z usług transportu konnego. Trasę można jednak spokojnie pokonać piechotą, gdyż szlak nie jest specjalnie trudny nawet dla dzieci czy osób starszych. Przewyższenie na całej trasie to maksymalnie 499 metrów, co na warunki górskie jest naprawdę niewielkim wyzwaniem. Niestety wiele osób wciąż decyduje się wybierać bryczki. Aby odciążyć biedne zwierzęta, próbowano już różnych sposobów. Jednym z najnowszych jest hybrydowy wóz konny, czyli ulepszona bryczka, która podczas jazdy pod górę wspomaga silnikami elektrycznymi pracę koni. Niestety pomysł okazał się klapą. Pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego, Zbigniew Kowalski, postanowił wytłumaczyć przyczynę porażki.
Problemem okazały się akumulatory oraz obsługa wspomagania elektrycznego, ponieważ ten system wymagał stałego monitoringu i ustawiania napędu. Woźnica jednak nie może się zajmować powożeniem i nastawianiem tego sprzętu jednocześnie. Wiemy, w czym jest problem, natomiast nie ma decyzji co do dalszych działań. Czekamy na odpowiedź producenta wozu co do dalszych propozycji udoskonalenia tego prototypu.
- zdradził mężczyzna w jednym z wywiadów. Mimo nieudanego projektu okazało się, że rozwiązanie zaistniałego problemu jest możliwe. Wymaga jednak nieco więcej wysiłku. Niestety prace, mimo ogromnych kosztów projektu, zostały wstrzymane.
To już drugi takie projekt finansowany przez Tatrzański Park Narodowy. Prototyp wozu hybrydowego to koszt ponad 120 tysięcy złotych. Może więc dziwić fakt, że prace nad rozwiązaniem problemu akumulatorów zostały wstrzymane. Pan Zbigniew mówi, co wystarczyłoby zrobić.
Aby sprawnie obsługiwać system wspomagania, na wozie musiałyby być dodatkowa osoba, która by pilnowała na bieżąco pracy wspomagania i monitorowała parametry tak, aby nie dochodziło do szybkiego rozładowania akumulatora.
- wyjaśnił Kowalski. Daje to nadzieję na odciążenie koni, a dodatkowo mogłoby przyczynić się do powstania nowych miejsc pracy. Tak jednak się nie stanie.
Na razie wstrzymujemy dalsze testy i musimy się zastanowić, co dalej. Czy trzeba będzie wymyślać zupełnie nowe rozwiązanie. Być może będziemy zastanawiali się nad dalszą modyfikacją. Na pewno nie będziemy zamawiali nowych wozów.
- podsumował pracownik. Póki co, czekamy na dalsze decyzje. Warto jednak pamiętać, że na szlaku do Morskiego Oka pracuje w sezonie ponad 300 różnych koni. Mimo że ich stan zdrowia jest stale monitorowany przez lekarzy weterynarii oraz służby Parku Narodowego, często zwierzęta są zmęczone ciągnięciem mocno obłożonych bryczek. Trasa nie jest trudna, więc jeśli możemy, wybierajmy przejście jej na piechotę. Satysfakcja będzie o wiele większa i nie przyczynimy się do cierpienia koni.