Jak informowaliśmy w poprzednim artykule, do nietypowego zdarzenia doszło we wtorek 25 czerwca 2024 roku na wysokości miejscowości Gąsiorki nieopodal Tczewa. Tam około godziny 19:00 pociąg IC Piast relacji Kraków Główny - Gdynia Główna zerwał uszkodzoną sieć trakcyjną, przez co słup trakcyjny uderzył w skład. Pociąg nagle stanął, a wtedy 220 znajdujących się na pokładzie pasażerów poczuło nieprzyjemny zapach spalenizny. Chwilę później wszyscy musieli zostać ewakuowani.
Informacje o zdarzeniu potwierdziła oficer prasowy z Komendy Powiatowej Policji w Tczewie - sierżant Katarzyna Ożóg.
Dziś przed godziną 20:00, doszło do uszkodzenia sieci trakcyjnej, co uniemożliwia przejazd koleją. Policjanci na miejscu koordynowali przesiadkę pasażerów do podstawionego pociągu. Utrudnienia na tej trasie kolejowej mogą potrwać nawet do 2 w nocy
- wyjaśniła wówczas Katarzyna Ożóg z KPP w Tczewie na łamach serwisu RMF FM. Choć z doniesień medialnych wynika, że skomplikowana akcja ewakuacyjna została przeprowadzona pomyślnie i nikomu nic się nie stało, dla pasażerów były to niezwykle stresujące chwile. Z relacji jednej z kobiet podróżujących pociągiem relacji Kraków Główny - Gdynia Główna wynika, że pociąg niespodziewanie zatrzymał się w szczerym polu, a w wagonach zaczął roznosić się zapach spalenizny.
Spojrzeliśmy na siebie wraz z moim współpasażerem z niepewnością, która szybko zmieniła się w niepokój, kiedy usłyszeliśmy od pani konduktor prośbę, aby nie opierać się o drzwi do wagonów, a tym bardziej ich nie otwierać. Po dopytaniu, co się dzieje, powiedziała, że zerwaliśmy sieć trakcyjną i 'nawet nie wiem, czy nie jesteśmy pod prądem'. Wtedy zestresowaliśmy się nie na żarty
- relacjonowała w serwisie Onet Podróże. Później pasażerowie musieli uzbroić się w cierpliwość i czekać na interwencję służb.
Jak informowały media, na miejsce zdarzenia przybyło kilka zastępów straży pożarnej oraz funkcjonariusze policji, a w akcji ewakuacyjnej pomagali również konduktorzy. Pasażerowie zostali przesadzeni do zastępczego pociągu Doker, który pojawił się na miejscu około półtorej godziny po nastąpieniu awarii.
Byłam pod wrażeniem tego, jak sprawnie idzie opuszczanie pociągu, wszyscy pasażerowie wydawali się bardzo zdyscyplinowani, sumiennie wykonując polecenia strażaków
- wyznała pasażerka. Zastępcza maszyna podjechała na drugi tor, który wciąż był przejezdny i dzięki temu ruch kolejowy nie został wstrzymany. Aby umożliwić pasażerom przejście do pociągu zastępczego, konieczne było rozstawienie drabiny. Natomiast osoby, które miały problem z poruszaniem się, mogły skorzystać ze specjalnej rampy znajdującej się w innym wagonie.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.